(mowa Krzysztofa Kuczkowskiego z okazji wręczenia Nagrody Prezydenta Miasta Sopotu w dziedzinie kultury i sztuki „Sopocka Muza” wygłoszona 18 października 2011 w Hali Ergo-Arena)

Proszę Państwa, o Wojciechu Kassie i jego osiągnięciach mam mówić trzy minuty. Trzy minuty to niedużo. Proponuję zatem formę maksymalnie skondensowaną, ale i pojemną, słowem – rysopis. Słowo „rysopis” jest rzeczownikiem rodzaju męskiego. Według słownika znaczy tyle, co opis szczegółów wyglądu człowieka – twarzy, znaków szczególnych etc. – bardzo pożyteczny i praktyczny, bo ułatwiający odnajdywanie osób poszukiwanych – zaginionych, podejrzanych, przestępców, nominatów i laureatów.

Wojciech Kass nie zaginął, a jeśli i zaginął, to się szczęśliwie odnalazł i możemy cieszyć się jego obecnością. Podejrzany też nie jest, choć może i niejedno wścibskie oko podejrzeć by go chciało, zwłaszcza w okolicznościach mniej politycznych. Nie jest też przestępcą, choć jako twórca nieraz przestępował próg własnych możliwości i wychodził z siebie, co oznaczać może na przykład tak dobrze znany z Jego wierszy stan ekstatycznego doświadczania krajobrazu. Nominatem był, niejednokrotnie, o czym najlepiej przekonują annały olsztyńskiego Wawrzynu literackiego, a laureatem, i owszem, jeszcze częściej, jak choćby Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny za debiut roku, nagrody „Nowej Okolicy Poetów” za walory intelektualne i artystyczne poezji czy Statuetki Smętka – osobowość Ziemi Piskiej albo Statuetki Złotej Dziesiątki „Gazety Olsztyńskiej”.

Powiedzieliśmy wcześniej, że rysopis, albo jak chcą niektórzy wrażliwcy – „portret słowami kreślony”, ułatwia odnajdywanie osób poszukiwanych. Zwrot „osoba poszukiwana” pasuje do naszego bohatera wyjątkowo dobrze. Wszędzie tam, gdzie się odnajdzie, dokąd po prostu trafi, zaznacza swój ślad, odciska swoje piętno, albo mówiąc wprost: nie marnuje danego mu czasu. Tak więc, jak Państwo słyszeliście, odnalazł się w Olsztynie, w Piszu, a w Praniu odnalazł się tak bardzo, że wraz z żoną, Jagienką, podupadające Muzeum im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i Leśniczówkę Pranie w ciągu dekady zamienił w Ośrodek Promienny, którego sława promieniuje nie tylko na cały kraj Mazurów, ale wykracza daleko poza region.

A czego dokazał w Sopocie? Przypomnijmy, w 1989 roku uzyskał magisterium na Uniwersytecie Gdańskim i w latach 1990-91 pracował jako nauczyciel języka polskiego w Szkole Podstawowej nr 8 w Sopocie. Równocześnie od 1990 roku był dziennikarzem „Tygodnika Sopot”, a w latach 1993-97 pełnił funkcję redaktora naczelnego „Gazety Miasta Sopot” oraz w latach 1994-97 był rzecznikiem prasowym prezydenta Sopotu. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby Jego zawodowa kariera potoczyła się inaczej, gdyby nie pracował w miejskich gazetach i nie był rzecznikiem prezydenta Jana Kozłowskiego. Jako dziennikarz „Tygodnika Sopot” badał związki Czesława Miłosza z Sopotem. W 1992 roku pojechał do Krakowa rozmawiać z Noblistą. Efektem tej eskapady była pierwsza oficjalna wizyta Miłosza w Sopocie w roku następnym i zażyłe kontakty Noblisty z naszym miastem, które zaowocowały kolejnymi wizytami i w końcu doprowadziły do przyznania Miłoszowi w 2001 roku tytułu Honorowego Obywatela Sopotu. Wojciech Kass przywrócił Sopotowi pamięć o urodzonym – uwaga! 18 października 1926 roku – przy obecnej Kościuszki 10 Klausie Gunterze Karolu Nakszyńskim, ekscentrycznym aktorze, znanym później jako Klaus Kinski. A inny urodzony sopocianin, świetny grafik, malarz i rysownik, Andrzej Dudziński? Jak Państwo myślicie, kto był motorem „Dudinaliów” zorganizowanych w Sopocie z okazji wizyty Dudzińskiego w Polsce w 1996 roku? Dodajmy, że i Andrzej Dudziński, tak jak Miłosz, w 2001 roku wyróżniony został zaszczytnym tytułem Honorowego Obywatela Sopotu. Tak, Wojciech Kass jest „osobą poszukiwaną”, poszukiwaną ze względu na dynamizm działania, absolutne zatracenie się w tym co robi, ze względu na miarę talentu literackiego, a także na cechy osobowe: szczerość, naturalność, altruizm, wierność w dążeniu do tego co prawdziwe i uniwersalne.

Pora kończyć. Konstruując rysopis Wojciecha Kassa uniknęliśmy tak prostych deklaracji, jak wzrost i kolor oczu. Skupiliśmy się na znakach szczególnych na tyle, na ile pozwala trzyminutowa formuła wypowiedzi. Czy Wojciech Kass, autor kilkunastu książek poetyckich, eseistycznych i wspomnieniowych wybaczy mi ten skrót i arbitralny wybór punktów świecących w jego bogatej biografii? Wierz mi, Drogi Laureacie, wolałbym mówić o Twojej poezji, która jest tak dobrze widoczna na rozgwieżdżonym niebie polskiej literatury. Ze wszystkich znaków, ten jest najbardziej szczególny. Ale odnoszę wrażenie, że „Sopocka Muza”, swoim charakterem promuje nie tylko sztukę jako taką, ale i sztukę życia. I tego przy okazji tej Nagrody Ci życzę, wybitnych książek i pięknego, dobrze prze-żytego życia.

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Projekt i realizacja: 1.2.1 STUDIO REKLAMOWE