Rec. tomu: "Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości", Biblioteka "Toposu", t. 34, Pelplin-Sopot 2007, w: "Nowa Okolica Poetów" 3(30)2008.

O Kuczkowskim

Już pierwszy wiersz ostatniej książki Krzysztofa Kuczkowskiego Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości daje przedsmak tego, cze­go doświadczamy w toku dalszej lektury. To kumulacja wrażliwo­ści i filozoficznej refleksji. Podróż w głąb siebie i czasu. Który jest ty­leż historią indywidualną, co i do­świadczeniem zbiorowym:

Mój imiennik, psiogłowiec, cztery
metry kości i mięśni, dźwignął na bosakach
Świat świat cały - miasta i góry, lasy, zwierzęta w lasach
i wszystkich ludzi, i jeszcze rzeki i doliny, i całe
kamieniste niebo. Na jego ramionach przysiadły
wszystkie ptaki a morskie stworzenia
oplotły mu nogi. Świat był dzieckiem.
(Reprobus, s. 5)

Skoro świat był (jest) dzieckiem, nie musimy wiedzieć wszystkiego. Wiedza niepełna jest jakością bliską nicości. Udręką i błogosławieństwem, bo prowokuje do myślowych wędrówek. Fermentowaniem, które w książce poety z Sopotu trwa do ostatniego wiersza tomiku zbudowanego z pięciu części. Konstrukcja książki jest nie pierwszą już próbą porządkowania myśli w sposób, który zwraca uwagę nie tylko na autora - poetę, ale i na człowieka. Krzysztof Kuczkowski jest mistrzem poetyckiej metodologii, (wzorcowym jest tutaj tomik Tlen z 2003 roku) zapobiegającej zbytniemu izolowaniu poezji od życia. W omawianym tomiku umiejętność ta czyni poetę autorem poetycko-filozoficznego traktatu o zniewalającej urodzie i sile. I tytule, który, wbrew pierwszemu odczytowi, nie jest deklaracją nihilizmu, ale zapowiedzią wspólnych (z czytelnikiem) konsensusów wahań i pewności, niezgody na Camusowski absurd istnienia i jego wykoncypowaną przez teologów alternatywę.
A przede wszystkim:

Chodzi o tam. Tam.
Tam gdzie mamy się
Spotkać. Nie wiemy,
Gdzie tam jest
I czy jest w ogóle.
Może tam nie ma nic?
Nie wiem.
(Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości, s. 18)

Nie wiem. Ja też nie wiem. On nie wie. Oni nie wiedzą. Dlatego wszyscy poszukujemy u siebie nawzajem potwierdzeń i odpowiedzi. Poezja Kuczkowskiego jest odważną inwigilacją samoświadomości. Odpowiedzią optymalnie uczciwą. Nie wiem. Oto istota tego, co uderza w wygodne idee, paradygmaty, stereotypy. Równie wymarzone wiem przekonuje w debacie karczemnej, ale nie poetyckiej. Krzysztof Kuczkowski widzi prawidłowości rządzące światem, dostrzega jego fenomeny i potrafi zdobyć się na syntezę (Pracują młyny Boże, s. 23), ale niczego nie wie na pewno, bo woli nieustające budowanie domu. Nic to, że jest to dom ze słów. Słowo Kuczkowskiego nie ma aż takiej rangi jak w księdze Genesis. Nie są niczym ostatecznym. To tylko cegiełki myślowo-filozoficznego domu, który z uporem i mozołem (i tylko pozorną pewnością siebie-vide tryptyk (Budowanie domu, s. 23-25) powstaje w wyobraźni tego niezwykłego poetyckiego architekta, którego precyzję wyrazu można porównać chyba tylko do Beckettowskiego Czekając na Godota. W tomiku Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości nie ma słów niepotrzebnych. Jest to zbiór aktów powściągliwych w wyrazie, przez co właśnie zwracają uwagę nawet średnio uważnego odbiorcy, obcującego z samą esencją. Nie oznacza to wszak utraty poetyckiej "mowności", a tylko dystansowanie się od wtórności czy echolalii. Poeta z Sopotu wie, że słowa są tylko środkiem, a nie celem. Czymże byłoby absolutyzowanie i traktowanie słowa w oderwaniu od innych władz ludzkiej percepcji? Zabawą i ceremonią.
Ale nie tym co sprawia, że:

W chwilach prozaicznej
samotności poeta nie
jest sam
w głowie poety
ktoś oświetla słowa
zanim jeszcze zostaną
wydobyte z bezcennej
rudy niewiedzy
umocowane w wierszu
wmurowane w ścianę
(Odwrót, s. 55)

Zwracającą uwagę cechą wierszy Krzysztofa Kuczkowskiego jest opozycja pomiędzy mówieniem a pisaniem czy inaczej mową i pismem. Pisanie, podobnie jak mówienie jest kreowaniem pewnej rzeczywistości, rodzajem przekazu, który ma informować kogoś o czymś, co zdaniem autora komunikatu ma usprawnić jego bycie w świecie. Jednakże pisanie, w przeciwieństwie do mówienia, wymaga dyscypliny, gdyż jego recepcja jest funkcją dobrowolnego wyboru, w tym wypadku czytelniczego. Mówienie jest z natury rzeczy bardziej spontaniczne, mówienie to agresja. Pisanie to dialog. Spotkanie poety z odbiorcą jego wierszy musi być przeciwieństwem tysięcy tych mało znaczących kontaktów, jakich doświadczamy na co dzień. Musi mieć w sobie coś spektakularnego, nieoczywistego, być zapamiętywalne.
Uciekając do trywialności, poeta zyskuje powód do stwierdzenia, iż:

Po to pisałem
żeby nie mówić


nie wyjaśniać
ciemnego
ciemniejszym
od niego

nie stosować
tekstury
do śniegowej
chmury

(wiersz dedykowany Tadeuszowi Różewiczowi, s. 57)

Zacytowany wyżej utwór nieprzypadkowo zadedykowany jest Tadeuszowi Różewiczowi - poecie, któremu tak wiele udawało się przekazać techniką maksymalnej oszczędności środków językowej ekspresji i bez obawy, że owa racjonalność będzie odbierana jako przejaw niemocy twórczej. W ostatnich wierszach Krzysztofa Kuczkowskiego znać tęsknotę za tym, by więcej powiedzieć nie mówiąc zbyt wiele. Nie nużyć. Nie trwonić czasu czytelnika, który w czasach narastającego kryzysu komunikacyjnego nie chce przedzierać się przez chaszcze słów, nie lubi maczetą intelektu demontować rozbuchanych rusztowań języka. Współczesny odbiorca poezji nie ma też czasu (często też odpowiedniego aparatu), by skutecznie korzystać z dobrodziejstw hermeneutyki. Lubi gdy poeta trafia w punkt. A wyjątkowo skutecznie czyni to Krzysztof Kuczkowski.

Mój ulubiony poeta.
Co by tu jeszcze? Najchętniej monografię, ale mój wypłukany z potasu i magnezu, za to przeładowany glukozą mózg, długo (a może nie?) nie będzie zdolny do takiego dzieła. Chciałbym jednak powiedzieć, że poetycki dorobek Krzysztofa z Sopotu sytuuje go w roli twórcy, który zasłużył na włączenie do panteonu. Jego wiersze to kondensaty wyobraźni i myśli. Sensualistyczne, a jednocześnie wyposażone w potencjały zaświadczające o niepomiernej erudycji.

Krzysztof Kuczkowski pisze, więc jest. Poezja stanowi ontologiczną podstawę tej wyjątkowo dynamicznej egzystencji. Jest jej przyczyną i zarazem skutkiem. Niepiszący autor zbioru poetyckiego Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości nie byłby wprawdzie kimś, kogo nie ma, ale gdy pisze - istnieje podwójnie. Jako człowiek i poeta.

Wydaje mi się, że lektura omawianego tomu zakończyć się musi ustaleniem, co jest największym marzeniem Krzysztofa Kuczkowskiego.
Pisze o tym tak oto:

Chcę być kładką, po której przejdzie Syn cieśli
Muszę zdążyć przed zachodem słońca, zanim ciemność
mojego serca powiększy się o ciemność nieba i ziemi.
(Kładka, s. 30)

Inspiracja chrystologiczna tylko niekiedy jest "gołym okiem" widoczna w twórczości Krzysztofa z Sopotu - niemniej jednak aksjologiczne nacechowania jego liryki pozwalają na przypisanie jej genealogii zdecydowanie chrześcijańskiej, wywiedzionej wprost z Ewangelii. Prywatna egzegeza poety pozostaje w pozornym konflikcie z akcentami nihilistycznymi. Powierzchowny odczyt tych tekstów mógłby sugerować, że poeta pragnie rozprawić się z triadą, której poczciwość ostała się przez ponad dwa millenia. Z wiarą, nadzieją, miłością. Byłby to jednak duży błąd, gdyż nihilizm tego twórcy nie jest tożsamy z rezygnacją z tego, o czym ktoś kiedyś powiedział - opoka.
Tym kimś był...
W poetyckim Kościele Kuczkowskiego sakralia nie są przedmiotem demonstracji. Żyją bytem cichym, skupionym i nadzwyczaj wpływowym. Z rzadka wyrażane wprost objawiają się raczej promieniowaniem niż w aktach werbalnych. Nieczytelne są tylko dla tych, którzy w poezji szukają efektów specjalnych, nieczuli na treści obecne nieraz tak głęboko w materii słów, że ich wydobycie byłoby przedsięwzięciem istnie artezyjskim. Kto jednak zdoła pokonać tę przeszkodę - zyskuje. W najbardziej optymistycznym scenariuszu może nawet dowiedzieć się, na czym polega quasi-nihilizm poety z Sopotu.

W moim przekonaniu jego źródłem jest to, że... dajemy się jak dzieci prowadzić nicości.

Wiesław Setlak

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Projekt i realizacja: 1.2.1 STUDIO REKLAMOWE