Recenzja tomu: Krzysztof Kuczkowski, "Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości", Biblioteka "Toposu", t. 34, Pelplin-Sopot 2007, w: "ProArte" 25/2007.

To ma zostać jak jest

cisza jest zwierciadłem
moich wierszy
ich odbicia milczą

T. Różewicz, Zwierciadło

Jak Stanisław Barańczak w Tablicy z Macondo, Krzysztof Kuczkowski w swym nowym tomie - Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości podkreśla znaczenie tego, co jest (u Barańczaka - "On jest" stresz­cza istotę poezji - wyznacza "dyscyplinę zwięzłości / wieloznaczności"). Właśnie istnienie, ale i istnieniu zaprzeczanie, mają utwory sopockiego autora za temat prze­wodni ("a być/ czy wolno być// pomiędzy pustką Westerbork/ i grobem Auschwitz:/ Złota Nić// punkt oparcia mocniejszy/ od siły ziemskiego/ ciążenia"). Tak Krzysztof Kuczkowski próbuje zbliżyć się do tajem­nicy trwania. I dlatego w ostatniej części tomu konieczny był wiersz bez tytułu, dedykowany Tadeuszowi Różewiczowi: "po to pisałem,/ żeby nie mówić// nie wy­jaśniać/ ciemnego/ ciemniejszym/ od niego// nie rozmywać/ konturów/ nie stosować/ tekstury/ do śniegowej/ chmury //[...] to ma zostać/ jak jest - //bluźniercze/ i święte/ na oścież otwarte/ na głucho zamknięte". Zresztą o autorze Wyjścia przypominają tu jeszcze co najmniej dwa inne liryki Dwa zwierciadła i Twarz. Bo Kuczkowski także godzi się na świat - przypadkowy i niespokojny. Bywa, że pokazuje rozpad. Ale jest przy tym czuły, współczujący.

Wyobrażam sobie, że takie wiersze, nie popędzane klują się całe lata. Biorą się z odkrycia w sobie szczerości dziecka - ta­kiej szczerości, do której należy dorosnąć. I ze zdziwienia tym odkryciem. Od pierwszej strony okładki tom Kuczkow­skiego wzbogacają surowe, czarno-białe (właściwie szare) fotografie Ireneusza Zjeżdżdałki (z cyklu Bez atelier, Września 2000-2001). Doskonale komentują te wiersze, zwłaszcza utwór tytułowy, któ­ry zdaje się promieniować na cały tom (cytuję go w całości: "Chodzi o tam. Tam./ Tam gdzie mamy się/ spotkać.// Nie wiem,/ gdzie tam jest/ i czy jest w ogóle./ Może tam nie ma nic?/ Nie wiem.// Zdajemy się na/ nie wiem./ Dajemy się nicości/ pro­wadzić jak dzieci./ Spotykamy tam/ inne dzieci/ Patrzymy jak one tam/ bawią się,/ jak one się tańczą,/ jak w nie wiem/ straszą się/ jak rodzą się/ i odchodzą/ w inne/ nie wiem."). Dzieci Zjeżdżdałki nie uśmiechają się - poważne patrzą przed siebie. W ich oczach - przeczucie tajemnicy i zaufa­nie do własnej niewiedzy - takiej, którą należy w sobie pielęgnować (także Kuczkowski cierpliwie powtarza: "nie wiem"). Mali dorośli (tak chyba należałoby o nich myśleć) sfotografowani na tle odrapanych murów, w zaniedbanych klatkach wrzesińskich kamienic są u siebie, a obiektyw czy ukryte za nim oko nie bardzo ich in­teresują. Dziecięca perspektywa nabiera tu zupełnie innego znaczenia. Jest smutno. I jest w tym piękna melancholia. Wier­sze i zdjęcia wspólnie ustalają paradoks (może najważniejszy w tym tomie) trwa­nia, które potrzebuje zmiany, w otwierają­cym tom liryku czytam: "odszukać w sobie/ muszę martwe rzeczy i pogrzebać je. Roze­brać ściany i zwalić/ dach domu, który nie chroni przed żywiołami. Zbudować/ nowy dom. Do nowych bukłaków wiać młode wino./ Zaczerpnąć nieba. Przymieszać do lazuru ocet i żółć./ Przyprawy całej ziemi. Ziemi bolesnej, ziemi czystej."

Wiersze Kuczkowskiego sens odnajdują w słowach najprostszych, o których już wiedzą, że inne być nie mogą. "Ta kon­strukcja zamknięta ścianami/ błękitu może być domem lub szubienicą./ Późną jesienią pstre sikory obsiadły/ ściany, zbudowały stropy z sopli lodu/ z morskiej trawy - tratwy, rzuciły na/ zbiorniki powietrza i odleciały.// Teraz odbywa się wielkie żeglo­wanie,/ odkrywanie obu Ameryk, odrywa­nie słów/ od sensów, mówienie w językach obcych/ człowiekowi." W ten sposób, choć nie zauważa się tego od razu, do głosu dochodzą emocje, które były dotąd nie do opowiedzenia. Udaje się sopockiemu autorowi - sądzę, że w tym tomie najdo­skonalej spośród jego dotychczasowych - oszczędnie je nazywać. Powstaje poezja szczególnie nasycona refleksją. Wiersze, które wiedzą, czym są ból i cierpienie, bo musiały ich doświadczyć, by móc teraz mówić (właśnie "mówić" - Mowność to tytuł pierwszej części tomu). "Pojawia się/ ta pewność, że żyjemy w otwartej ranie,/ która nie może się zasklepić,// w samym środku źródła, które nie może/ wyschnąć, w ciszy, która nie może siebie/ usłyszeć i unicestwić. W wiecznym pulsującym/ teraz, które jest jak Nic - poeta sięga tu po cytaty z Lecture on Nothing (Odczytu o niczym) Johna Cage'a, bo skoro we wszystkie historie wtrąca się to, co roz­prasza, Kuczkowski stara się mówić coraz ciszej. Zatem wyciszona musi być także tęsknota, jej znak - wychylenie w stronę, zawsze nieosiągalnej, drugiej osoby ("Więc to nigdy nie będzie dialog?/ Tak, to nigdy nie będzie dialog./ I na tym koniec?// tak to koniec"). Pozostają więc jedynie wiersze jako możliwość zaistnienia intymności. Takiej, w której (jak w Mowności (II)) nie przepadnie zwyczajna historia ("Ten chło­piec to/ mój ojciec - nie mógł wtedy umrzeć i nie mógł wiedzieć że/ nie umrze./ Wszystko musiało wypełnić się").

Na osobny szkic zasługiwałaby na pewno poetyka porównań Kuczkowskiego (wśród nich być może najważniejsze - tytułowe oraz najpiękniejsze z wiersza Mowność (II) - o matce, która podczas II wojny światowej chcąc uratować życie syna zwróciła na siebie uwagę niemieckiego generała, bo "darła się jak perliczka co frunę­ła na drzewo i/ zobaczyła obojętność świata niepojętą/ grozę istnienia"). Porównania zdominowały ten tom. Zwielokrotniają rzeczywistość wiersza, pomnażają rejestr poetyckich doświadczeń; podobnie, jak w trzeciej cząstce tomu (Pan Dickinson) odwołania do filmu Jima Jarmuscha. Bohater jego Truposza - tajemniczy William Blake przemierza Dziki Zachód w towarzystwie Indianina nazywającego siebie "Nikt". Kuczkowski tej złożonej z samych pytań opowieści (może przy­powieści?) stawia swoje pytania: znowu o znikomość, o życie i śmierć, przede wszystkim o śmierć za życia. Spośród postaci najbardziej enigmatycznych wy­mienić trzeba anioły - szczególnie ważne dla Kuczkowskiego (nota bene redaktora kilku już monograficznych numerów "To­posu" aniołach). Nie mogę o nich nie wspomnieć, skoro to kolejny tom autora Wieży widokowej, w którym się pojawiają, tym razem trzykrotnie: Anioł Gaudiego ("Mocną ręką poprowadził pilastry,/ łuki i niebieskie wsporniki,/ ustanowił formę i kształt,/ ruch i światło,/ /zaś najważniej­sze z nich jest światło"), Anioł Manuela de Falli ("Smagły jest anioł/ jak smagłe są stopy tancerki") i Anioł Etty Hillesum ("milczą­cy jest anioł/ odrzucający kamień"). Czekam już na anioły z następnych tomów, a może na jakiś w całości "anielski" zbiór Kucz­kowskiego.

Przekonany, że poezja jest jedną z tych (niezwykłych, lecz niekoniecznie naj­ważniejszych) rzeczy, które się czasami człowiekowi przytrafiają, w jednym z wywiadów autor Tlenu wyznawał: "Niektó­rzy mówią: 'nie mogę żyć bez pisania'. I pewnie tak jest. Jednak skądinąd wiado­mo, że żeby żyć trzeba przede wszystkim oddychać. I ja na tym się koncentruję na oddychaniu. Pisać też staram się tak, jak od­dycham." A dalej dodawał: "Nie ma we mnie strachu przed odejściem weny, przed tym, że przestanę pisać." Najbardziej przejmującą częścią nowej książki Kuczkowskiego jest, w moim przekonaniu, zamykający ją Odwrót. Zresztą tak właśnie można przeczytać ten tom - odwracając autor­ską kolejność wierszy - od końca, jako opowieść o pokorze: "w głowie poety/ ktoś oświetla słowa/ zanim jeszcze zostaną/ wy­dobyte z bezcennej/ rudy niewiedzy/ umo­cowane w wierszu/ wmurowane w ścianę/ płaczu// [...] po latach/ pochylona nad książką/ głowa bezskutecznie usiłuje/ odnaleźć świecące miejsca// [...] poeta ogłasza odwrót/ (na tym polega jego/ skromność)// raca wystrzelona w/ gwiaździste niebo spada/ do martwego morza/ wiersza// i gaśnie". Wiersze Kuczkowskiego docierają wreszcie do miejsca, w którym potrafią wyrzec się siebie. Brzmi to jak wyznanie wiary (zresztą mówi o niej poeta od lat - zawsze dyskretnie) i wielkie pogodzenie z przemijaniem (szczególnie podkreślone w ostatnim wierszu Dwa zwierciadła: "słowa/ których nie zdołałeś zapisać// a teraz nie masz nawet/ ochoty, żeby je odczytać [...]// ale nie - nic,/ świat na powrót scalony nie chce/ już twoich myśli i słów). Bo pochwałę własnej tymczasowości Kuczkowski wią­że, pięknie, z odkryciem wieczności.

Anita Jarzyna

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Projekt i realizacja: 1.2.1 STUDIO REKLAMOWE