Recenzja tomu: Wojciech Kass, Krzysztof Kuczkowski, "Pieśń miłości, pieśń doświadczenia", Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego, Bydgoszcz 2006.

Koncert na dwa głosy

Wojciech Kass i Krzysztof Kuczkowski to poeci, których trwała obecność w pejzażu polskiej poezji współczesnej nie podlega dyskusji. W ich wierszach znajdujemy to wszystko, co chcemy dostać od poety, czyli... Pulchrum. Bonum. Veritas. Na tej odwiecznej triadzie ufundowana jest estetyka i filozofia całości dzieła obu poetów. Dowodem ostatnia książka poetycka, będąca lirycznym dwugłosem autorów; jej tytuł, Pieśń miłośni, pieśń doświadczenia, nawiązuje do tytułu (i substancji poetycko-myślowej) dzieła Williama Blake'a Songs of Innocence and Experience, wydanego przed z górą dwoma stuleciami.

W. Blake (1757-1827), za życia bardziej ceniony jako znakomity ilustrator niż poeta, niedostrzegany przez cały wiek dziewiętnasty, w dwudziestym stuleciu objawia się jako poeta "wpływowy", inspirujący. Przemawia również do poetów polskich, tłumaczony między innymi przez L. Staffa, J. Kasprowicza, J. Czechowicza, Cz. Miłosza czy L. Marjańską. Dzięki tej "możnej protekcji" twórczość Blake'a - liryka spod znaku Piękna, Dobra i Prawdy - staje się dla niejednego poety szukającego drogi tak pomocną jak dla dawnych żeglarzy latarnia morska. Dla Kassa i Kuczkowskiego, którzy już od dawna kroczą po własnej drodze, Blake jest nie tyle autorytetem, postacią kultową, która przyciąga i poraża, ale przede wszystkim - współtowarzyszem podróży. Podróży, którą nasi poeci zechcieli niejako wstępnie podsumować w zbiorze Pieśń miłości, pieśń doświadczenia. Odniesienia do Blake'a, które eksplikować można z niektórych wierszy Kassa i które wprost wypowiada Kuczkowski, zostały wprowadzone jako przydatne w montowaniu poetyckiego dyskursu i nie można ich żadną miarą odczytywać jako adresów hołdowniczych.

Pieśń miłości, pieśń doświadczenia to organizacja liryczna o nader wykoncypowanej i nieprzypadkowej, zatem logicznej kompozycji dwu części, z których każda liczy 9 utworów. Autorem Pieśni miłości jest mazurski minstrel Wojciech Kass, zaś Pieśni doświadczenia - Krzysztof Kuczkowski, twórca niezapomnianego Tlenu (i nie tylko). Książka jest koncertem liryczno-egotycznym rozpisanym na dwa głosy, czego gramatycznym dowodem jest znaczący przecinek w tytule książki. Znaczący, bo już na wstępie ustalona zostaje perspektywa odbioru dzieła. Zbiór Pieśń miłości, pieśń doświadczenia sugeruje autonomię dwóch podobnych, ale przecież różnych osobowości poetyckich. Podobnych talentem i poziomem opanowania technik poetyckich, różnych osobnością doświadczeń egzystencjalnych. W tym drugim przypadku można mówić o pewnej symetrii, wykluczyć jednak trzeba identyczność. W doświadczeniu Kassa więcej jest dionizyjskiego zachwycenia światem sięgającego aż po horyzont mistycyzmu. W doświadczeniu Kuczkowskiego więcej symptomów sprzeciwu, gniewu, sceptycyzmu. Kass jest poetą zawierzenia i ufności, przy czym jest to stan, do którego dochodzi wbrew racjom czystego rozumu, a to dzięki poezji - skupionej na detalach i ich ruchu, migotliwej i atakującej zmysły lawiny spostrzeżeń przekuwanych w słowa i obrazy o dynamice czyniącej je - po prostu - pięknymi.

Piękno wierszy Kuczkowskiego jest inne. Sopocki poeta zdaje się weryfikować rzeczywistość, którą czyni przedmiotem poetyckiego opisu, a wszystkim jej fenomenom przygląda się tyleż z zaciekawieniem, co i nieufnością. Niczego nie stwierdza definitywnie, pyta raczej. Samego siebie, może też Wojtka Kassa (i vice versa), ale i Williama Blake'a oraz... Jima Jarmuscha. Strzępy z dialogów filmów Jarmuscha są mottami czterech wierszy z Pieśni doświadczenia i zarazem przyczynkami do poetyckiej diatryby. Przepływy myśli w wierszach Kuczkowskiego mają wszak zdecydowanie turbulentny charakter. Burzliwe i niespokojne, bo doświadczenie poety odsuwa pokusę łatwych rozwiązań i konstatacji. Poeta z Sopotu nie jest sybarytą, który idzie na ugodę tam, gdzie mógłby wreszcie odpocząć w wyspekulowanym przez siebie azylu półprawd, pozornych oczywistości i wątłych iluzji. Krzysztof Kuczkowski nie lubi łatwizny, dlatego nie w pełni ufa też sobie, podejrzewam przeto, iż wykreowany przezeń "Pan Dickinson" to namiastkowy "Mr. Hyde" - infernalny byt równoległy, z którym poeta pozostaje w stałym (i nader twórczym) konflikcie:

Jest pan zwykłym łajdakiem, Dickinson.
Co pan do cholery robi w moim wnętrzu?
Tak mu powiem, a także to, że jest kłamcą
I zabójcą od początku, pieprzony Dickinson
I jeszcze mu powiem, żeby poszedł precz.
Och dokądkolwiek... Niech zamieszka w dzikich
Kotach koczujących nocami pod oknami wdów,
niech ukamienują go chłopcy z sąsiedztwa.

(K. Kuczkowski, Pan Dickinson)

O ile poezja Kuczkowskiego nacechowana jest przede wszystkim troską o to, aby unikać błędu antropologicznego, zdążającą ku objaśnieniu ważnych kwestii moralnych (vide: Blake), w wierszach Kassa przeważa skłonność do penetracji świata natury. W fenomenologicznej liryce Kassa natura ma duszę, a każdy byt to materia i forma, co przywodzi na myśl Arystotelesowską koncepcję hylemorfizmu. Arystotelesowi takie postrzeganie natury posłużyło za fundament realistycznego opisu świata. Kassowi zaś, który dostrzega konieczność materii jako warunku istnienia jakiegokolwiek konkretu (formy), do poszukiwania w naturze jej racji transcendentalnej, owej przyczyny stwórczej (creatio ex nihilo), której dociekanie pozostawia poeta intuicji raczej niźli mocom rozumu. Sensualizm Kassa motywuje go do kreacji bliskiej mistycznemu zawierzeniu. Poeta z Prania nawet w XXI wieku - epoce wzmagającego się pędu ku depersonalizacji i uprzedmiotowieniu człowieka, przemieniającego z masochistyczną desperacją duchowość dziecka Natury w marketing personality - ośmiela się zadawać pytania w tymże stopniu niepopularne co konieczne, jak choćby to, które jest substancją wiersza zamykającego Pieśń miłości, pytanie o to

Co zostaje z zachwytu nad zachodem słońca
Wzniecającego pożar chóru sosen,
Zaledwie czarna łza na politurze biurka,
Którą wypaliła grudka żaru papierosa.
I bojaźń, i lichość moja, Panie,
gdyż nie gotów jestem, aby chwalić Ciebie,
moje struny pęknięte są i miedziane
(...)

(W. Kass, Czarna łza)

W kolorystyce lirycznej Kassa prymarną wartością jest światło. To ono rodzi obrazy, kształty, nadaje wypowiedzi lirycznej figuratywne wymiary. Światło solarne, przefiltrowane przez obłoki i korony drzew, odbijające się od leśnej darni i tafli jeziornych, zdaje się być siłą poruszającą całą materię. W potencjalności materii, w jej nieustającej gotowości do spirytualizacji, w oddziaływaniu na przyrodę sfery Słońca, tkwi tajemnica totalnej duchowości natury. Proto-panteistyczna optyka liryki Kassa tworzy syntoniczną pełnię z tym, co Kuczkowski pomieścił w swojej rozprawie z kulturą. Jednym słowem - można tutaj mówić o dwuosobowym konsylium usiłującym zdiagnozować kondycję wszechrzeczy. Albo posłużyć starożytną formułą natywistyczną, wedle której homo generat hominem et sol (człowieka rodzi człowiek i słońce), aby uznać, że tą pierwszą kwestią zajmuje się Kuczkowski, drugą zaś Kass. Tak i oto dochodzimy do kanonicznej (i niekoniecznie opozycyjnej) konfiguracji kultury i natury.

Krzysztof Kuczkowski jest poetą nie tylko dyskursu czy filozoficznej debaty, ale i lirycznej pasji ujawnianej mistrzowskim obrazowaniem natury zdradzanej przez człowieka, a przez to samotnej, tak jak samotny jest ten, który ulega technokulturze. Dlatego też egzystuje w gąszczu pytań, próżno czekając odpowiedzi w krajobrazie odwiecznych form, wyzbytych wszak duchowości. Człowiek jałowieje tam, gdzie wszystko zdaje się tętnić życiem, tam gdzie

Wapienne skały, świerki, smużki zapachów nisko nad
ziemią i jego żałosne pytania rzucane w próżnię
wąwozów i skalnych przesmyków, zapisywane na
czarnych oczkach dzikiej wody, unoszone w kościanych
dziobach kruków (...)

(K. Kuczkowski, Conway Twil pyta Cole'a Wilsona o pochodzenie)

W lirycznym dwugłosie, jakim jest Pieśń miłości, Pieśń doświadczenia, próżno doszukiwać się tonów fałszywych, niezręczności, niedopowiedzeń wynikłych z bezsiły. Warsztaty poetyckie obu autorów są na to zbyt wytrawne, ale to nie techniczna biegłość (do niej przywykli czytelnicy Kassa i Kuczkowskiego) decyduje o wysokiej, nawet wyjątkowej wadze ich wspólnego wystąpienia poetyckiego. Rzecz w tym, że obaj poeci zdobyli się na akt, który można określić jako wyraz niezwyczajnej solidarności w poszukiwaniu ocalających sens poezji związków z realnym życiem, którego autentyczność dopiero wtedy jest pełna, kiedy uwzględni się jego metafizyczny wymiar. Człowiek bowiem - obojętnie czy tego chce czy nie chce - to compositum o tyle osobliwe na tle innych bytów w przyrodzie, że nie może twórczo istnieć dzięki samym li tylko przymiotom ciała. Realizuje się głównie dzięki przymiotom duszy, żywiącej się Pięknem, Dobrem i Prawdą -wartościami, które wielu wykpiwa, w najlepszym wypadku nazywając je truizmami. Ale nie poeci. Nie tacy poeci jak Wojciech Kass i Krzysztof Kuczkowski; ich wiersze to soczewki skupiające refleksy boskich emanacji i nasycone przeczuciem, że

(...) Dobroć ma serce człowiecze
I Litość ludzką twarzą na nas patrzy.
Miłość to ludzka forma boskiej mocy,
Pokój w człowiecze odziany jest szaty.

(W. Blake, Boski wizerunek, przeł. Z. Kubiak)

Wojciech Kass i Krzysztof Kuczkowski to poeci kunsztu i miary. Niczego w ich wierszach za dużo, niczego za mało. Strumienie myśli są niczym dukty przecinające puszczę wyobraźni - wyznaczają główne kierunki poetyckiej nawigacji czyniąc Pieśń miłości, Pieśń doświadczenia zbiorem wierszy, których lektura jest czymś więcej niż intelektualną przygodą. Bo odnowieniem Przymierza, o którym tak łatwo dzisiaj zapomnieć. Przymierza z wartościami oraz z ich odwiecznym źródłem.

Wiesław Setlak

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Projekt i realizacja: 1.2.1 STUDIO REKLAMOWE