Recenzja tomu: Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości, Biblioteka Toposu, T. 34, Wydawnictwo Bernardinum, Pelplin-Sopot 2007.

Sprawy ostateczne

Wiersze Krzysztofa Kuczkowskiego w sposób na pierwszy rzut oka może nieoczywisty odsyłają niemal za każdym razem do tak zwanych spraw ostatecznych. Żeby to dostrzec, warto czytać ten zbiór po kolei, bez przeskakiwania po kilka wierszy, bez wyszukiwania smaczków. "Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości" to książka skonstruowana w sposób wyrafinowany, podzielona na wyraziste części, których tytuły już same w sobie wiele mówią. Na początku mamy tu "Reprobus", duży wiersz, w którego fragmencie bohater zwraca się do św. Krzysztofa, swojego patrona, tymi słowami: "(...) Więc, Reprobusie, odszukać w sobie/ muszę martwe rzeczy i pogrzebać je. Rozebrać ściany i zwalić/ dach domu, który nie chroni przed żywiołami. Zbudować/ nowy dom. Do nowych bukłaków wlać młode wino./ Zaczerpnąć nieba. Przymieszać do lazuru ocet i żółć./ Przyprawy całej ziemi. Ziemi bolesnej, ziemi czystej." Zwracam uwagę na ten cytat, ponieważ w kolejnych częściach bohater tego koncept-albumu, jakim jest "Dajemy się jak dzieci..." podejmuje się tego, co metaforycznie zapowiedział. W części "Mowność", w "Kładce", w lirykach z "Pana Dickinsona" i finalnym "Odwrocie" Krzysztof Kuczkowski konsekwentnie przeprowadza ów niezwykły, jak go postrzegam, rytuał oczyszczenia, konieczny mu - do czego? Tu jest - jak dla mnie - zagadka, sedno i tajemnica tej niedużej książki. Zagadka i tajemnica, ponieważ Kuczkowski swoim poetyckim okiem dostrzega może przede wszystkim trudności, jakie sprawia człowiekowi ustalenie rzeczy zdawałoby się podstawowych: kim się jest, skąd się jest, i dokąd zmierza się w swojej życiowej drodze, a niczym innym przecież się ten poeta w "Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości" nie zajmuje, jak tylko tym, by to odkryć. Nie chciałbym jednak posuwać się w rozgryzaniu tej zagadki, w objaśnianiu tej tajemnicy, która przecież musi tajemnicą pozostać, zbyt daleko. Nie chciałbym zwłaszcza z tej prostej przyczyny, że sfera odniesień kulturowych, rekwizytornia, do jakiej odwołuje się poeta, nie jest mi specjalnie bliska ani dobrze znana. Dostrzegam jednak, że być może to właśnie owa sfera znaków, tak egzotyczna, plus ta trudność, aporia między dążeniem podświadomym do wyjaśnienia pewnych fundamentalnych dla Kuczkowskiego spraw, a świadomymi jego konstatacjami, które wszelką możliwość wypowiedzenia się człowieczego po Różewiczowsku unieważniają sprawiły, że tak szczególną rolę przyznał Kuczkowski w swojej książce filmom Jima Jarmusha, biorąc częstokroć jako motta fragmenty kwestii dialogowych, biorąc jego dzieło niby tarczę i maskę. Od Jarmusha w sposób oczywisty (i bardziej niż z historii literatury) zaczerpnięta jest tutaj postać Williama Blake'a (z "Truposza") i kilka tekstów postaci tej poświęconych to w "Dajemy się..." wiersze być może najbardziej intrygujące. Od Jarmusha nie stara się Kuczkowski uciec, budując intrygującą więź między własnymi poetyckimi wizjami, a poetyką tego mistrza kina. Tak czy inaczej, najważniejsza jest - i na każdej płaszczyźnie ukazywana - ciekawość eschatologiczna. I właśnie ta ciekawość eschatologiczna łączy się w wierszach z tego tomu ze swoiście ustawionym, jak gdyby nieco prorockim głosem narracji, głosem mówiącym w ten sposób, że ma się momentami wrażenie, jak gdyby to właśnie jakiś "truposz" z zaświatów wrócony przemawiał. Najlepiej słychać to może w końcówce liryku "Hiszpanka", strofie iście apokaliptycznej w swojej wymowie: "Zjadamy słowa słodkie jak miód, które w ustach/ nabierają goryczy a wnętrzności zamieniają w piekło,/ wdychamy to 24 godziny na dobę i jesteśmy tym/ czym być nie chcemy." Ale to jeszcze nie wszystko. Prócz fascynacji kinem amerykańskiego geniusza mamy u Kuczkowskiego do czynienia z fascynacją aniołami. Wątek tych bytów subtelnych pojawia się tutaj w tekstach takich jak: "Anioł Gaudiego", "Anioł Manuela de Falli", "Anioł Etty Hillesum". Ale to dalej nie wszystko, co jeszcze - przyznaję - komplikuje temat i każe, jeśli ktoś chętny i spodoba mu się ta kompozycja, ponawiać lekturę (ja tu poprzestaję, by nie zabrnąć). W pewnym sensie ironiczną, choć też poważną puentą jest tu wiersz bez tytułu, dedykowany Tadeuszowi Różewiczowi, którego początek brzmi tak: "po to pisałem/ żeby nie mówić// nie wyjaśniać/ ciemnego/ ciemniejszym/ od niego// nie rozmywać/ konturów/ nie stosować tekstury/ do śniegowej/ chmury". Cytuję te kilka linijek, ponieważ nie bardzo wierzę, by dało się o tej książce Krzysztofa Kuczkowskiego "nie mówić,/ nie wyjaśniać/ ciemnego/ ciemniejszym/ od niego." Tym bardziej, że są jeszcze w tym zbiorze - i stanowią bez wątpienia jego integralną część - zdjęcia Ireneusza Zjeżdżałki z cyklu "Bez atelier". Zdjęcia, na których widać dzieci. Zapewne takie jak te, na których wzór, jak mówi poeta, dajemy prowadzić się nicości.

Jakub Winiarski

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Projekt i realizacja: 1.2.1 STUDIO REKLAMOWE