Kwestionariusz [elitarny] Kuczkowskiego

Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że Krzysztof Kuczkowski zadaje nam trudne pytania. W jego ostatnim tomiku znowu nie udaje się nam prześliznąć po powierzchni doskonałych, jak zwykle, formalnie wierszy. Już w otwierającym tomik utworze Narcissus poeticus musimy odpowiedzieć sobie na kilka istotnych pytań, bynajmniej nie tych, na które odpowiada licealistka z Ełku w Kwestionariuszu Prousta. To jest jeszcze Przed (tytuł rozdziału), ale już przeczuwamy, że dalej (rozdział Pomiędzy) będzie tylko trudniej. Tu, kiedyś bezpieczna, piękna, materialna osnowa naszego bytu ukazuje pęknięcia, przez które ostateczne wyrywa nas z Arkadii ogrodu dzieciństwa. Jeszcze trochę uspokajają resztki dawnego ładu, lecz gdy „zardzewiały sierp spadnie z gwoździa”, „zakryją go namioty łopianów” i „będą umierać ogrodnicy” a „ich synowie już nie będą umieli odnaleźć/ drogi do ogrodu” – pozostanie tylko odległy obraz dziadka Franka, który „cierpliwie/ wykrawa robaki ze spadów klapsów i koszteli”, (gdy „…tej studni już/ nie ma, a może nie ma i nieba, które mogłoby się/ odbijać w martwym oku wody.”) oraz „Narcyz biały […],// jego zapach,/ który jest istnieniem i język, który sam sobie/ wybiera usta, żeby przez nie mówić.”

Autor książki Wiersze [masowe] i inne zwraca się do odbiorcy (masowego?) żyjącego pomiędzy dwoma granicznymi punktami życia. Wszystko to, co rozpięte w środku, między „przed” i „po”, istnieje dzięki zewnętrznej sile, która wrzuciła nas tu, wcieliła, zawsze bez naszej zgody (Barbie), i przenosi tam po trochu zostawiając okruchy w aniołach, lalkach, tajemniczych, ogromnych krokach „jak naszych pięć”, późnym przypomnieniu o czapce z daszkiem, w kimś, kto jest „agentką Daną Scully,/ kobietą w masce [...]// a może pliszką” (Eurydyka), w „kropli światła nie z tego świata”, który, jak przypuszcza podmiot liryczny w wierszu Czerwone i czarne, może rozpościerać się „tam za czerwonym/ hydrantem ...”. Świat tego tomiku zawiera się w pojemnym toposie ogrodu. W ogrodzie Kuczkowskiego rosną szlachetne szczepy winorośli i tysiącletnie drzewa oliwne, ale także chrome jabłonki i zwykłe chwasty, poeta, bowiem, obcuje tu nie tylko z miłym mu światem kultury wysokiej i sztuki, lecz także przygląda się zjawiskom trywialnym, kulturze masowej, ludziom pospolitym i barbarzyńcom, a wszystko kondensuje zdyscyplinowanym słowem i przepuszcza przez filtr liryczny. W wierszu Śmierć Wielkiej Małpy, ogród poety dostępny jest dla wszystkich, także dla wron, które „uszyte z błyszczącej podszewki lustrują/ ogród. Nikogo nie kochają,/ nikogo nie szanują, kraczą pięcioma/ odcieniami granatu.”, podlega też przemianom pór roku, z zimą na końcu cyklu. Krzysztof Kuczkowski ostrzega, że „...chłód miesięcy/ może trwać wiecznie. Zima może za/ długa być na nasze krótkie życie.” Zauważa też, iż „Świat jest pełen/ neurotyków. Zamkniętych na ogród”, żyjących pewnie z przeświadczeniem, że występują na prowincjonalnej scenie, w epizodzie nudnej jednoaktówki odgrywanej w sezonie ogórkowym – tacy, jak „liście orzecha opadają pionowo” i „coraz ich więcej i więcej”. Na szczęście wskazuje osobę ogrodnika, który może przenieść nas do innego ogrodu, gdzie nikogo nie spotka „...pocałunek października, głód/ listopada.” Wizja jesieni świata uzupełniona jest fatalistycznym proroctwem w wierszu Radykalne poglądy, gdzie ekspansywna „rasa”, której „Łapy nie pasują do pióra, pióro/ do łap.”, gdy „Inne systemy znaków zawiodły:/ ślady na śniegu, gorąca szczyna na trawniku,/ (a) zadrapania na meblach okazały się mową/ nazbyt hermetyczną.”, trwa w wysiłkach i doprowadza do tego, że „Charkot przepastnych gardeł/ jest coraz bardziej ludzki.” i wkrótce ogłasza, iż „Już niedługo/ będziecie musieli uwierzyć: nie ma/ między nami różnic.”

Co więc dla poety jest tu (pomiędzy) ważne, stanowi pole niewiedzy i powód do pytań? Wie on na pewno jak pachnie narcyz, jak śpiewa Jeff Buckley, co powiedział Proust w „swoim” kwestionariuszu, jak być blisko z kobietą w czerwcu (Poezja masowa), jakie odgłosy wydaje Yeti (Yeti zamieszkał nad nami), jakie atrybuty ma śmierć zabierająca Romka i Hoffmana. Uważajmy, bo istotne wskazówki ukryte są w znakach wplecionych przez poetę w tkankę powszedniości, a mogą pojawić się w: „...tekstylnych/ pantoflach jakie nieczułe matki kupują dzieciom/ jadącym na kolonie.” (Romek), siatce – wierszołapie (Siedemdziesięciojednoletni poeta...), między wschodem słońca o godzinie 6.58 a miesiącem Tevet roku 5796, również w „Drugiej (może trzeciej) przestrzeni”, między ptasio-ludzkim „czuk – czuk – czuk” a świadomym „Tak” (Hoffman....).

Poza wieloma cennymi podpowiedziami nie ma w książce Kuczkowskiego (na szczęście) odpowiedzi, bo przecież, jak zapewnia pewien młody poeta, nawet mistrzowie wiedzy ezoterycznej w zasadniczych kwestiach zachowują deprymującą powściągliwość i na rozpaczliwe pytania odpowiadają niezmiennie „pomidor”.

W podróży metafizycznej, pod przewodnictwem Kuczkowskiego, od starożytnego Knossos do współczesnej kuchni państwa eM, poeta zagląda pod podszewkę świata, nie z ciekawości wszakże, lecz z konieczności, i w imieniu tych, którzy wkrótce wyjdą z czasu „pomiędzy”. Autor Tlenu po raz kolejny podejmuje śmiałą próbę znalezienia przyczyny i celu, właściwego odczytania świata, który w tym tomiku zadziwia nas różnorodnością bytów, bogactwem obrazów.

Tadeusz Dziewanowski

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Projekt i realizacja: 1.2.1 STUDIO REKLAMOWE