Recenzja tomu: Wiersze [masowe] i inne, Fotografie: Witold Jurkiewicz, Biblioteka „Toposu”, T. 53 , Sopot 2010.

Inne i masa [poezji]

Wiersze [masowe] i inne – tytuł tomu Krzysztofa Kuczkowskiego przekorny, chciałoby się powiedzieć filuterny w zestawieniu ze zdjęciem na okładce przedstawiającym ‘chłoporobotniczą’ dziewczynkę na tle PKiN… pod czerwonym wyróżnieniem czcionki w słowie [masowe].

Nie dajmy się zwieść, nie dajmy się ukołysać. Nie dajmy się wreszcie ostrzec, nawet samemu Autorowi. Tytułem już buduje problem – masa i wiersz? Co to znaczy? Co oznacza taka kategoria jak ‘wiersze masowe’? Czy to są wiersze, które się sprzedają? Czy te, które produkowane są dla określonego odbiorcy? Czy odpowiedź na obydwa postawione tu pytania może być taka sama? Jeśli są takie, to poeta ma jeszcze ostatni szaniec – jeśli są wiersze [masowe], to są jeszcze i „inne”, czyli niedefiniowalność, nieokreśloność w czystej postaci, apofatyczna poezja.

Filuterność tytułu podszyta jest thrillerem. Ikoniczne sygnały socjalizmu jawią się jak niegroźne przydomowe koty, pospolite dachowce, gotowe skoczyć i zapolować, lecz również ostentacyjnie wygrzewać się w słońcu. Poza nimi, czai się nie, nie lew, ale drobnoustrój, bakteria komercji, splastikowienia. Proces ten nie przykuwa Prometeusza do gór Kaukazu, a Eurydykę prowadzi przez labirynt komputerowej gry. Dla użytkownika tej gry – Eurydyka – to konstelacja pikseli na ekranie. Bez kontekstu i dramatycznego napięcia. I tak oto liryczne ‘ja’ spogląda w przepaść masowej pokusy na ‘wszystkość’, bezpieczne, dopóki odrębne, dopóki nie szuka mitu w micie: „Tutaj nie był pewien/ kim jest:// agentką Daną Scully,/ kobietą w masce, która/ udawała jego matkę/ w chłopięcych snach,/ a może pliszką, co jak/ elektryczna iskra/ przeskakiwała ze/ snu w sen.” (Eurydyka).

Wiersz jaki jest i jaki być powinien tj. po czym poznać, że wiersz to wiersz – wie statystyczny absolwent szkoły podstawowej, czyli nie-analfabeta. Ma być w wersach, z rymami, rytmem, średniówką – lub bez ekwilibrystyki warsztatowej – czyli biały, ma być z tytułem lub incipitem. To, co nazwane, poddane kategoryzacji – to już wzięte w posiadanie, a raczej przywłaszczone mówiąc eufemistycznie. Komuś kto wie, jak molierowski bohater, że mówi prozą i wie jak rozpoznać wiersz, wydaje się, że potrafi rozpoznać poezję. Co ciekawe, statystycznemu/ masowemu czytelnikowi wydaje się, że jego zaangażowanie w poezję znaczy coś więcej niż jazda metrem. Potrafi z niego korzystać nie mając pojęcia o zasadach jego działania, bądź też zna strukturę i zasady, lecz sam tego nie zrobi. Zatem prowadzić by to mogło do wniosku, że wiersze egzystują w masowej zbiorowej nieuświadomionej niewiedzy na temat poezji. Jednak poeta Krzysztof Kuczkowski nie ironizuje, ani drwi ze statystycznego czytelnika. Nie ulega także gloryfikacji powszedniości i detalu, nie ucieka w niszę apologii dnia codziennego i małych światów.

Czy dlatego, że już nie istnieją? Czy też poeta nie ufa im, ich bezpieczeństwu i przytulności, posiada gorzką wiedzę, że nie ma już ogrodów… a narcyz, Narcissus przedzierając się przez czas, ocala samym swym istnieniem przestrzeń ogrodu, uwewnętrznia go. Ogród nie może być masowy – byłby zadeptany. Co zatem dzieje się ze światem bez przestrzeni na indywidualność?

„(…) zresztą tej studni już// nie ma, a może nie ma i nieba, które mogłoby się/ odbijać w martwym oku wody. A co jest?/ Narcyz biały, drobny kwiatek, którego na północy/ nazywają lilia zielonoświątkową, jego zapach,/ który jest istnieniem i język, który sam sobie/ wybiera usta, żeby przez nie mówić.” (Narcissuss poeticus). Narcyz, świadczy o wylaniu Ducha świętego. Tylko nieliczni są posłani by o Nim świadczyć, ale posłani do wszystkich.

Masowość jako kategoria obejmuje nie tylko propagandowe, czy promocyjne zabiegi, nie ogranicza się jedynie do ideologii czy komercji. Nie sytuuje się ponad rzeczywistością, nie deprecjonuje jej, raczej demitologizuje masowość. Masowa jest kultura i zbrodnia, masowe gusta i masowe potrzeby, masowe upadki i nawet marzenia, grzechy i absolucje. Masowość nie tylko stanowi opozycję dla jednostkowości, ale poniekąd ją konstytuuje, kiedy jednostkowość staje się przedmiotem, odpowiedzią – jak w Kwestionariuszu Prousta – „ulubieni bohaterowie życia codziennego”. Diachroniczność istnienia podkreślona ostatnimi wersami strof, ta wspólnota przemijania – w każdym wymiarze egzystencji zyskuje nie tylko wymiar wspólnoty, masy, ale paradoksalnie – wyodrębnienia. Prosty fakt, że nasz udział w „masie”, kiedyś się zakończy – nobilituje. Stwierdzenie, że „wszyscy umrzemy” ujawnia w świetle wierszy Kuczkowskiego istotę swej frazesowości – śmierć jest niepodzielnym doświadczeniem. Nawet masowa śmierć jest śmiercią indywiduów, śmiercią samotną. Orfeusz w świetle neonów dyskontu zmierza do pubu na piwo (Siedemdziesięcioletni poeta czyta Rewolucjonistę przy kiosku z piwem) by tworzyć mit, bo „Świat jest pełen neurotyków. Zamkniętych na ogród” (Śmierć Wielkiej Małpy).

Gdzieś zagubiony zbiorowy podmiot liryczny przypomina o sobie w miarowym tętnie poezji tego tomiku. Stąd jeśli pluralis – to tylko maiestaticus, jak w wierszu Barbarzyńcy lecz nie daje powodu do dumy, raczej gorycz odpowiedzialności, świadomości, że wina zbiorowa nie jest mniejsza, że bezradność jednostki i bezradność zbiorowości pomnażają się wzajemnie. Jakie są czynniki u-masowienia? Gramy w te same gry, bawimy się tymi samymi lalkami, produkowanymi tak samo, masowo, wszędzie dostępnymi, takimi samymi, mającymi kształtować takie same emocje – Barbie, Ken, Lara Croft, Yeti. Mają imiona nie mają podmiotowości. Przeplatają się z postaciami takimi jak Tadeusz Różewicz i Andrew-Lahde, Jacek Napiórkowski, Romek L. – realnymi jednostkami, osobowościami, których imiona znamy, bądź nie, których tożsamość jest budowana w trudzie i bólu, którzy są „narzędziami z bólu i światła” by uprawiać ogród świata. Być może dlatego jeszcze on istnieje, chociaż tomik kończy wiersz Śmierć Wielkiej Małpy.

Droga od Narcyza w pieczołowicie pielęgnowanym ogrodzie do Wielkiej Małpy to świetny skrót wskazujący na regres ewolucyjny. Oddawanie pola masowości, niszczenie ogrodów, zaniedbanie ich – ogród staje się tu figurą konotującą źródło słowa kultura wiedzie homo sapiens ponownie na drzewo, lecz nie jest to już drzewo życia, gdyż czas nieustannie biegnie, nie ma powrotów. Ludzie zamknięci na ogród, to ludzie zamknięci na kulturę, neurotycy. Neuroza nie usprawiedliwia, niczego nie wyjaśnia poza ujawnieniem siły autodestrukcji. Masowość jest neurotyczna, dająca złudzenie bezpieczeństwa i spokoju: Świat jest pełen/ neurotyków. Zamkniętych na ogród.// Zamkniętych na Boga. To jest/ problem. Bowiem nikogo nie kochają,// nie szanują nikogo, opadają pionowo.” (Śmierć Wielkiej Małpy).

Jednak w wierszach Kuczkowskiego osad goryczy wyklucza łatwy dydaktyzm. Czasami jedynie zdolność odczuwania bólu, fakt, że coś komuś sprawia przykrość i cierpienie, ocala przed masowością i rozmyciem. Nie daje jednak łatwych pocieszeń: „Zima może za/ długa być na nasze krótkie życie” (Śmierć Wielkiej Małpy).

Poza wieloma możliwymi odczytaniami tej poezji dla mnie najistotniejsza jest linia wydobywająca oscylujący wokół koncepcji poezji paradoks: regresu niemożliwego, bo kończącego się śmiercią i masowości postrzeganej przed indiwiduum.

Regres niemożliwy, indywidualizująca diachroniczność, masowość maskująca… I inne. Inne – to w moim rozumieniu nie tylko inne wiersze, zatem inność w wersji przymiotnikowej, ale także – nie-wiersze w wersji podmiotowej. Owe inne formy, które nie dają się łatwo rozpoznać po grafice strony, inne formy – poezji wpisanej w postrzeganie, składającej się z ewokacji i asocjacji zindywidualizowanych, nasyconych kontekstem i uwarunkowaniami poety a jednocześnie uwikłanych w masowość, tj. powszechność odniesień oczekiwanych. Jak zapach narcyza, lilii zielonoświątkowej… Gra takimi oczekiwaniami i takimi asocjacjami sytuuje poezję poza oczekiwaniem wiersza, otwiera na Inne…

Anna Marta Szczepan-Wojnarska

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Projekt i realizacja: 1.2.1 STUDIO REKLAMOWE