Krzysztof Kuczkowski Wiersze [masowe] i inne, Biblioteka „Toposu”, T. 53, Sopot 2010, s. 55. Fotografie Witolda Jurkiewicza. 

Fotografia dziewczyny (kobiety w nieokreślonym wieku), istoty, owszem, człekokształtnej, żałośnie przyodzianej, w chuścinie, z papierosem w ustach, na oko niezbyt rozgarniętej, na tle warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki, wypełnia niemal całą okładkę, by pojawić się w tomiku jeszcze czterokrotnie, na karcie tytułowej oraz poprzedzając trzy części tomiku: Przed, Pomiędzy i Po. Zwłaszcza to jej ostatnie pojawienie się przed wierszem zamykającym książkę, zatytułowanym Śmierć Wielkiej Małpy, przywodzi na myśl inną człekokształtną istotę, King Konga, Wielką Małpę, dokonującą żywota u stóp World Trade Center w filmie Johna Guillermina. Nasz monster-building wznieśli barbarzyńcy, bowiem barbarzyńcy niczego tak nie czczą, jak, ma się rozumieć naukę i kulturę. WTC unicestwili barbarzyńcy 10 września 2001 roku. Centralnym wierszem książki Krzysztofa Kuczkowskiego jest wiersz pt. Barbarzyńcy, za punkt wyjścia mając, nie może być inaczej – utwory Kawafisa i Herberta. Jednakże barbarzyńcy Kuczkowskiego barbaryzują świat w epoce „brukowych mediów”: „Byli na ustach całego/ świata i wydawało się, że to/ im wystarcza”. To znaczy, wystarcza im, że mieszkańcom miasta strach zżera dusze.

 

Odwołując się do mitu barbarzyńców poeta sięga do kultury wysokiej, lecz siatka znaczeń tej książki rozpięta jest na znakach kultury niskiej (mass-culture), zwanej masową, co znów przywodzi na myśl – przynajmniej czytelnikom z mojego pokolenia, ale pewnie i młodszym – pieśni masowe. Kilka fraz, pierwszych z brzegu (pamięci): „Hej, wy, konie, rumaki stalowe, hej, na pola prowadźcie że nas”, „Sześcioletni wielki, wielki plan”… Były to, w intencji sprawców, zaklęcia sakralizujące nową rzeczywistość, pozbawioną Boga, aniołów i świętości. Mass-culture również wyprodukowała swoich świętych, dzisiaj mówi się: ikony. Świat poddany terrorowi kultury masowej jest równie opresyjny (choć opresyjny inaczej), jak świat pieśni masowych! W poezji próbującej zdefiniować lata krótko przed i krótko po śmierci Stalina, mówi się o „epoce lodowcowej”, wiersz Śmierć Wielkiej Małpy kończy się taką oto diagnozą: „Bowiem chłód miesięcy/ może trwać wiecznie. Zima może za/ długa być na nasze krótkie życie”. W wierszu Noworoczny reality show (…) ziąb przenika na wskroś rzeczy i ludzi:

Zimno w kuchni. Zimne mleko.
Zimny kożuch na szybie. Głębokie
Ślady w śniegu pomiędzy tujami.

Próba odnalezienia człowieka, który zostawił owe ślady – niełatwa, lecz owocna – pozwoli ustalić, że jego nazwisko:

Okaże się pospolite. Nic
ciekawego: Zimny.

Zauważmy, że ten wiersz, jak orzeka tytuł, jest transmisją „z kuchni państwa eM”, akcja jest żywa, wszak to reality show, opowieść utkana z komunikatów o stanie pogody, spotów, dialogów na poziomie owej niezbyt rozgarniętej dziewczyny z okładki książki i Wielkiej Małpy oraz reklam, na przykład tej zapowiadającej kolejny film: „Nie przegap kolejnej dawki lęku”. A więc: strach, jako chleb nasz powszedni. Barbarzyńcy produkujący reality shows i monster-movies wiedzą, że człowieka współczesnego wystarczy postraszyć („Barbarzyńcy strzelali głównie/ na postrach”), wystraszony będzie jadł z ręki, tym bardziej, że: „lubi takie głodne kawałki”. Proces wyziębienia serc i odmóżdżenia głów jest w toku, trwa, ma się dobrze. W produkcji mitów masowej kultury już się nie czerpie z żywych wzorów (typu Marlin Monroe, Elvis Presley, The Beatles), lecz wytwarza byty sztuczne ex nihilo, jak Barbie i Ken (obu tym kreacjom Krzysztof Kuczkowski poświęca osobne wiersze), które nie naśladują istoty ludzkiej, lecz zmitologizowane „barbiezują” i „kenizują” mieszkańców planety Ziemia. Barbie (jest w tej nazwie coś z barbarzyńcy!)

miała być z tych
nieśmiertelnych – wiecznie
młoda, trwalsza niż wzorzec
metra w Sèvres

a więc tym razem stworzenie człowieka miało zacząć się od Ewy. Ken to był krok następny. W wierszu Ken jest mowa o zjawisku definiowanym jako „prawdziwa kenomania”. W kulturze masowej serio zajmowano się relacją między Barbie i Ken. A ściślej, uczone głowy zadawały publicznie (czyli w mass-mediach) pytanie zasadnicze: czy do związku Barbie i Kena da się zastosować tezę o sexual relationship?!

Nie jest przecież tak, że w kulturze masowej nie biją także gorące źródła prawdziwej poezji. Teza o wszechdyktaturze manipulacji, kłamstwa i głupoty byłaby, jak to się dzisiaj mówi: „nie do końca” prawdziwa. Dość wspomnieć kultową powieść Buszujący w zbożu, której bohater, Holden Caulfield, prowadzi swoją „prywatna wojnę ze światem” (słowa z wiersza Holden Caulfield). Jest możliwe, że – jak w wierszu Poezja masowa – słuchając Katie Melua śpiewającej: „There are nine million bicycles in Bejing” – „Wytryskują w nas gorące źródła”. Innymi słowy i te nie najwyższe rejestry kultury zdolne są nas wzruszyć. Bywa wreszcie i tak, że słuchając Jeffa Buckleya (wiersz pt. Anioł Jeffa Buckley’a) śpiewającego piosenkę (pieśń!) Halleluyah (tekst Leonarda Cohena), odkrywamy, że kropla metafizyki wstrzyknięta do tworu kultury masowej, zachowuje swoją moc, nasycając pospolite słowa nadzwyczajną energią: „But love is not a victory march/ It’s a cold and it’s a broken hallelujah”.

i nagle już wiesz:
miłość nie jest marszem
zwycięstwa, ale niekończącym się

szeregiem klęsk, po których
- wciąż wyżej i wyżej – wspina się
Twoje Alleluja.

Obok innych świetnych wierszy – bo tylko z takich ułożony został ten tomik – jest tekst wielce ironiczny i gorzki, jak cała ta książka, pt. Dwa listy [Tadeusz Różewicz –Andrew Lahde], w którym dwaj, jakże różni ludzie, poeta i finansista zwracają się do swoich współczesnych: pierwszy mówi: „Przychodzę nie przychodzę/ do was/ w postaci książki”. Nie jest pewien, czy jest. Nie jest pewien swej tożsamości, wie tylko, że jest człowiekiem-książką: „Narzędziem z bólu i światła”. Kto chce, może go kartkować. Czy ktoś zechce? Jak długo? Co się stanie z książką, nie wiemy, a cóż dopiero z „człowiekiem-książką”! Poeta żegna się z tymi, o których mówi: „moi nie moi”. Drugi to Amerykanin w wieku chrystusowym, Andrew Lahde, który – gdy analitycy wieszczyli krach i Apokalipsę, założył fundusz Lahde Capital Management i przy pomocy pochodnych instrumentów kredytowych zarobił na spadku wiarygodności największych instytucji finansowych. Wiersz Kuczkowskiego jest parafrazą pożegnalnego listu Lahdego, jaki w roku 2008 wystosował do swoich inwestorów. Jest to manifestacja pogardy dla pokolenia nieuków po najlepszych amerykańskich uniwersytetach, dla zmultiplikowanych Barbie i Kenów:

Najlepsze co moglibyście
zrobić to zniknąć raz
na zawsze
razem z waszymi komórkami
i komunikatorami
ale właśnie tego zrobić
nie umiecie.

Wiersze [masowe] i inne – to zbiór niepokojących, wielopoziomowych tekstów atakujących wybrane cele w świecie kultury masowej. Jest to książka poety współczesnego.

Feliks Netz
w: „Śląsk” nr 10(192)2011

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Projekt i realizacja: 1.2.1 STUDIO REKLAMOWE