Krzysztof Kuczkowski Wiersze [masowe] i inne, Biblioteka „Toposu”, T. 53, Sopot 2010, s. 55. Fotografie Witolda Jurkiewicza.

Trzy poprzednie książki Krzysztofa Kuczkowskiego – Tlen (2003), Pieśń miłości, pieśń doświadczenia (2006, współautor Wojciech Kass), Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości (2007) pytały – upraszczając – o „Pewność wiary czy zachwyt nad pięknem stworzenia...”, nie unikały „wytwornej metafizyki” i „... ostatecznej odpowiedzi: widzieć i pisać, czy wiedzieć i milczeć”; „...dociekanie prawdy. O, to jest fascynujące” – przeczytamy w jednej z wypowiedzi autora.

 

Nowa książka – Wiersze [masowe] i inne zaskakuje wyrazistym podziałem materii poetyckiej. Oto w części pierwszej pt. Przed, czytamy tylko jeden wiersz pt. Narcissus poeticus, w części trzeciej pt. Po, również jeden tekst pt. Śmierć Wielkiej Małpy, środek książki to Pomiędzy, awięc Przed, Pomiędzy i Po.

Otwierający tomik Narcissus poeticus prowadzi do raju dzieciństwa, do śniącego się ogrodu, w którym wszystko jest tak realnie i prawdziwie. Krzysztof Kuczkowski jak wygnany Adam, który zgrzeszył próbą samowiedzy, sięgnął po jabłko świadomości; adoruje z zachwytem włócznie narcyzów, psa, pestki dyni, zardzewiały sierp i gwóźdź. Jak u Boscha „bańka ciszy/ przepływa pomiędzy wysokopiennymi krzakami”, dziadek Franek wykrawa robaczywe jabłka – wszystko istnieje, póki nie nastąpi próba zapisania, zrozumienia. Odtąd – rozpad, katastrofa „oczy przestaną widzieć, język przestanie nazywać”. Cóż pozostaje? „Narcyz biały, drobny kwiatek...[...] który jest istnieniem i język, który sam sobie/ wybiera usta, żeby przez nie mówić”. Zakochany w sobie, w swym odbiciu, syn nimfy i boga rzeki, ukarany za zapatrzenie się, nie po raz pierwszy pojawia się w twórczości naszego poety. Wspomnijmy też, że poprzednią książkę sopockiego pisarza zamykają Dwa zwierciadła.

Tytułowy wiersz Poezja masowa uwodzi swą kameralnością, intymnym klimatem, mimo, że czerpie ze słów popularnego przeboju, z ckliwego tekstu. Jest jak nowa ewangelia o miłości dwojga i poczuciu braterstwa ogólnoludzkiej wspólnoty naszego globu. „Z głośników zmysłowe frazowanie/ Katie Melua. Po każdej zwrotce/ dotykam palcem malinki na/ czarnej klawiaturze, wtedy Katie przestaje/ śpiewać, a Ewa opowiada treść w/ wolnym przekładzie”. Jest w nim i zgoda na „sztuczność” sztuki i umowność naszego bytu, skoro nie potrafimy odpowiedzieć na Kantowskie pytanie „jaki jest świat sam w sobie?” Krzysztof Kuczkowski nobilituje też masową kulturę – jest czuła i ważna, potrafi unieść nasze najgłębsze przemyślenia i uczucia. Tę problematykę, tym razem z dystansem i poczuciem humoru, przynosi tekst zrealizowany w konwencji serialu telewizyjnego pt. Noworoczny reality show z kuchni państwa eM. Pierwszy wstał pan domu. Witaj Dorian, co nowego w waszej kuchni? z tą rozumianą równoprawnością bytów i wartości wiąże się i wiersz Czerwone i czarne, w którym kostka do gry wybiera sytuacje metodą losową, jak artysta skazany na przypadkowe, nieświadome wybory. Akty iluminacji okazują się niespójne, niemożliwe do przyjęcia, do „zastosowania”. Podobnie dzieje się w Kwestionariuszu Prousta dedykowanym „dla – eve – z sieci”. Banalna rozrywka drukowana między horoskopem a krzyżówką w gazecie, próbuje unieść podstawowe egzystencjalne pytania o nasze lęki, pozagrobowe nadzieje.

Wysokie i niskie, arystokratyzm ducha, rzeczy łatwe, przyjemne mieszają się w wierszach omawianego tomiku. Intencjom tym służą m.in. akty przetworzenia, swoistego recyklingu. Krzysztof Kuczkowski chętnie korzysta z „gotowych”, funkcjonujących w czytelniczej świadomości – odwołań, figur, tekstów – lalki Barbie i Kena, także z nawiązania do znanego wiersza Krzysztofa Karaska (Siedemdziesięcioletni poeta czyta Rewolucjonistę przy kiosku z piwem). Jest w tych wierszach m.in. Passolini, Jurek Owsiak, anioł Jeffa Buckley'a, Yeti, także Zbigniew Herbert „Już wiele razy czekaliśmy na/ barbarzyńców. Dawaliśmy wiarę/ mętnym pogłoskom i opiniom/ brukowych mediów. To kwestia/ uważności i czujności. Jednak/ na próżno się trudziliśmy./ Obcy omijali nasze miasto/ jak ognisko zarazy.” (Barbarzyńcy). Dzięki nowym zestawieniom, to co zużyte, spowszechniałe w świadomości, staje się znowu żywe, ważne. Z kolei akty jednostkowej świadomości, bardzo prywatne, ukryte przeżycia dostępują swoistego awansu, „podciągnięte” do sfery obrazów, zjawisk popularnych, łatwych, przyswajalnych. Tę praktykę stosował Krzysztof Kuczkowski także w poprzednich swych książkach. Wypowiadają się w nich m.in. poprzez postacie z filmu Jima Jarmuscha – Truposz, sceny i osoby z kręgu legendy Emily Dickinson, Wiliama Blake'a, Hieronima Boscha. Podejrzewam, że podobną funkcję pełnią przybrani do autorskiej spółki, współautorzy (wraz z Krzysztofem Kuczkowskim) książek poetyckich – Krzysztof Szymoniak (Stado) i Wojciech Kass (Pieśń miłości, pieśń doświadczenia). Bo, jak pisałem ongi w „Twórczości” o tych „podwójnych” publikacjach:
„Zestawienie się autorów w jednym woluminie, można przyjąć jako przypadkowy akt współpracy, czy «moment towarzyski»... Ale nie jest bez znaczenia przecież, z kim siadamy do stołu, z kim dzielimy kartki książki. Chcąc nie chcąc, zestawiamy obu autorów, porównujemy nolens volens – i nie uciekną przed tym obaj poeci, ani czytelnicy tej książki.” Wracając z wycieczki w przeszłość sopockiego twórcy, zwróćmy się jeszcze raz do Wierszy masowych i innych. Autor w tytule zaznaczył czerwonym kolorem wyraz „masowe”, chociaż ujął go i w nawias, pełniący tu rolę cudzysłowu? To wahanie, drgnięcie dłoni czy przysłowiowe „oko” do czytelnika? Poza tekstem ale – jakże ważne elementy książki. Na stronie pierwszej okładki, dziewczyna – przebieraniec na tle warszawskiego Pałacu Kultury, na stronie czwartej, autor pomiędzy dwoma gipsowymi, fryzurowanymi jak w perukach, jarmarcznymi lwami. Zaznaczonej problematyce konwencji, „sztuczności”, towarzyszą fotografie Witolda Jurkiewicza, przedstawiające niezwykłe twory ludzkich rąk: betonowe budowle, święte figury, cementowe lwy, jelenie; wreszcie i postacie ludzkie – hieratyczne w swych pozach, wybijające paradny krok przed jakimś monumentem.
Dwa wiersze poświęcił poeta pożegnaniom. Romek to pozornie niedbałe, mimochodem jakby zapamiętane, wspólne, ostatnie chwile, w których nie wiemy, co powiedzieć umierającemu: „- Muszę iść – powtórzyłem, i nie czekając odpowiedzi wyszedłem na zalaną słońcem ulicę./ Zaraz też przypomniałem sobie o czapce z daszkiem,/ którą kupiłem z myślą o upałach i jak zwykle/ zostawiłem ją w domu” (Romek).

I obszerniejszy tekst pt. Hoffman, siedem prób tematu: poeta, wiersz, poświęcony zmarłemu bydgoskiemu pisarzowi. Krzysztof Kuczkowski wraca w tym utworze do kosa z tomu pt. Tlen, wywołuje dźwięki maszyny piszącej, sceny szpitalnych korytarzy, próbuje „znaleźć się” wobec odejścia przyjaciela „Zaprzeczam: - Jesteś kosem, więc śpiewaj.” Jesteśmy tu, zgodnie z zamysłem kompozycyjnym książki – „między”, między „przed” i „po”, bo jeszcze tli się życie, jeszcze nie śmierć. Jak mleko w dzbanie, na obrazie Vermeera, między jednym a drugim naczyniem: „Dowód na/ istnienie Boga? Z najmniej oczekiwanej/ strony – od Szymborskiej, od kobiety/ z Rijksmuseum? Dopóki mleko w dzbanie/ świat będzie trwał.” Wiersz kończą refleksje i pytania charakterystyczne dla twórczości Krzysztofa Kuczkowskiego „DRUGA PRZESTRZEŃ. Jest nie do/ opisania. Druga, czy trzecia, to nie ma/ znaczenia. To nie my ją wymyślamy,/ to ona wymyśla nas./ Pisać?/ Kiedy ona myśli się innymi/ językami, inaczej się staje, według innej/ logiki. Nie wiem jakiej.”

Książkę zamyka Śmierć Wielkiej Małpy obrazem ogrodu ale nie jest to raj Stwórcy, który nawiedziliśmy w wierszu otwierającym tomik (Narsissus poeticus). Nie ma w nim radości dzieciństwa ani pocieszającego zapachu kwiatu, „który jest istnieniem”. To szpitalny ogród jesieni i śmierci: „Świat jest pełen/ neurotyków. Zamkniętych na ogród./ Zamkniętych na Boga. To jest/ problem. Bowiem nikogo nie kochają.”

Maria Szyszkowska, komentując ostatnią książkę Michała Głowińskiego, pisze, że Narcyz to poeta, zafascynowany pięknem w każdej postaci. Zgłębia, tworzy, adoruje siebie. Pyta kim jest, jak istnieje. „Modernistyczny Narcyz jest także ucieleśnieniem idei Schopenhauera o świecie jako przedstawieniu. To człowiek kreuje świat, widzi go takim, jakim chce go widzieć. Kreując własny, idealny obraz, staje się tym, kim pragnie być.”

W języku greckim „masa” oznacza ciasto, chleb, bryłę. W tym kontekście poezja miałaby być owym chlebem, który „w aniołów nas przerobi”, mówiąc słowami wieszcza? Jeśli tak, to bez znaczenia jest cała „sztuczność sztuki” i nie poraża nas Śmierć Wielkiej Małpy, tym bardziej, że jej sceneria daleka jest od realności, bliższa scenicznym dekoracjom, z wronami (jak chce autor) uszytymi z błyszczącej podszewki. W tej sytuacji czytelnik ma tylko jedno wyjście, wrócić do tytułowego tekstu (dużej urody) pt. Poezja masowa i przeczytać: „Jest nas dwoje. Na ekranie pulsuje sześć miliardów/ czerwcowych igiełek. W środku czuję ich/ szczypanie. Wytryskują w nas gorące/ źródła./ Pijemy z nich światło/ czerwca./ Ty moje./ Ja twoje.”

Jerzy Grupiński
w: „Autograf” nr 1(113)2011

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Projekt i realizacja: 1.2.1 STUDIO REKLAMOWE