Olsztyn-Pranie 1999, w: Topos 1(50) 2000

Uchwycić prawdę

Zbiór wierszy pt. "Do światła", jest poetyckim debiutem 35-letniego Wojciecha Kassa. Poeta pisze wiersze - z dużymi przerwami - bodaj od czasów studenckich, ale dopiero ostatnie lata zaowocowały utworami naprawdę dojrzałymi, jak ja to nazywam - skończonymi. Zanim autor zadebiutował tomikiem poetyckim, opublikował zbiór szkiców "Zderzenia" (1995) o związkach pisarzy i artystów z Sopotem, "Aj, moi dawno umarli!" (1996) o pobytach Czesława Miłosza i jego rodziny w Sopocie oraz informator o Muzeum K. I. Gałczyńskiego pt. "Leśniczówka i poeta" (1999). Zbiory szkiców literackich powstały w Sopocie, impuls poetycki pochodzi z Prania. Muza mazurska okazała się bardziej liryczna.

To że W. Kass dość późno zdecydował się na wydanie wierszy ma swoje konsekwencje czysto literackie - jego książka jest bowiem propozycją dojrzałą, przemyślaną, mocno osadzoną w określonej konwencji poetyckiej, i próbującą tej konwencji nadać - z różnym skutkiem artystycznym - swoje własne, rozpoznawalne oblicze.

Autor podzielił swój tom na trzy części: "Dialogi", "Pożegnania" i "Horyzont".

Najkrócej można powiedzieć, że pierwsza część zawiera wiersze odnoszące się do przeszłości, nieraz bardzo dawnej, i z niej wydobywające szczegóły i drobiazgi świadczące o opieraniu się erozji czasu.

Druga to nieco melancholijne spojrzenie na Sopot, jego topografię i specyfikę.

Trzecia jest wypatrywaniem i projekcją znaków przyszłości.

Czytając wiersze z "Dialogów", trudno oprzeć się wrażeniu uczestniczenia w drobiazgowym śledztwie, którego elementami są: gromadzenie dowodów rzeczowych, szukanie świadków, wreszcie -wizja lokalna. Autor jest tu kimś w rodzaju prokuratora, który zagłębia się w archeologię rzeczy, zadaje pytania cieniom ludzi, kolekcjonuje szczegóły, bo szczegół bardziej przemawia / do wyobraźni i pamięci / niż pole bitwy i żywi na nim razem wzięci.

Co jest celem tego poetyckiego dochodzenia? To co zwykle w takich przypadkach. Poszukiwanie sensu, aby się na nim oprzeć, aby to, co było, usensowniło to, co jest. Czasami wystarczy mebel, komoda: Stoi komoda w Galicji, dawnej Głodomorii. / Widać ją, gdy do kuchni wchodzisz z sieni. / Zapatrzony w sójkę wśród liści / wiem. Mebel łączy dwa punkty / teraz odległe w przestrzeni. Łączy, a więc jest ciągłość, trwanie, jest sens. Jest coś, co nie podlega nicości, przynajmniej w czasie dającym się objąć kapryśną miarą ludzkiej pamięci.

Procedura poetycka, którą prześledziłem na podstawie otwierającego zbiorek wiersza "Komoda", w zasadzie powtarza się w przejmującym wierszu "Do Ann Sexton", w liryku "Głowa", i bardzo sugestywnie w utworze "Willi", gdzie rzecz dotyczy już nie tyle trwania jako takiego, ale trwania w zgodzie, współistnienia różnych nacji, zgody w "małej ojczyźnie", w domu, w którym mieszka przemieszany lud.

Trzy wiersze składają się na część pt. "Pożegnania". W tych "Kassowych" pożegnaniach widoczna jest jakaś ulga, jakiś pośpiech, jakiś kac. Ulga, bo sytuacja jest trochę dwuznaczna: Zbyt wiele we mnie dobroci dla tego miasta - filozoficznie wyznaje poeta w wierszu "Knajpka", inny utwór rozpoczyna stwierdzeniem: W tym kurorcie wszystko jest jak trzeba (...), a kończy: Poza ugrzecznionym smutkiem / do pełnego przesłania wciąż czegoś brakuje. Pośpiech, bo datę wyjazdu umieszcza na pierwszej stronie notesu (zob. "Wysiadka na stacji Sopot"). Wreszcie: kac. Ten jest jak najbardziej realny: Czas może mieć kaca, choć teza taka / jest grubo przesadzona i bardziej dotyczy / obserwatora niż spacerowiczów (obserwatorem jest oczywiście autor).

Trudno pozbyć się wrażenia, że te trzy wiersze sopockie są istotne dla kompozycji książki, jednak to, co najważniejsze dla myślenia poetyckiego W. Kassa dzieje się poza nimi.

Trzecią część książki otwiera wiersz "Pranie", techniką narracji, owym osobliwym zanurzeniem w przeszłość, które wcześniej nazwałem poetycką archeologią, przynależy do "Dialogów". Jednak w kolejnych wierszach co i rusz pojawiają się owe znaki przyszłości, światełka nadziei. Najpierw "Gwiazda", jeden z najpiękniejszych wierszy w tomie, będący samym zachwytem, zapatrzeniem, rzekłbym, adoracją nocnego pejzażu, bardzo sensualnego, nasyconego konkretem. Wiersz po mistrzowsku łączący obraz poetycki z refleksją: Ziemia Prusów, Mazurów - teraz czyja? / Sarny trzy, potem jedna stoi / i gwiazda żagiel swój rozwija.

W wierszu "Las" mówi o "urodzie rzeczy", o tęsknocie za prawdą, słowem, światem i mną, kiedy byliśmy jednym. Przytaczam te sensy, bo - jak mi się wydaje - z nich właśnie, albo raczej: na nich, buduje poeta swój obecny wizerunek. Dodajmy do nich jeszcze treść wyznania z wiersza "Wypatrywanie": Częstym moim tutaj zajęciem jest wypatrywanie / łodzi na szlakach, ludzi na duktach i zmian w obejściu. / Ćwiczenie to ma jedną zaletę. Wyostrza uwagę.

I wreszcie swoisty kodeks "mądrościowy": ...ufaj mądrzejszym od siebie. Oni nie zawiodą. / Wścibskość karz milczeniem, / a szczerość nagradzaj uśmiechem, // poklepujących po plecach unikaj / i na wszelki wypadek zacznij cierpliwie / zbyt obojętny oswajać krajobraz (z: "Cielsko puszczy").

Tomik kończy W. Kass strofką, która pozwala mi spokojnie patrzeć na jego artystyczny i duchowy rozwój: Boże spraw więcej takich wieczorów, / gdzie wszystko ma swój kąt, dziuplę i norę - // wazonik, notatnik i piersiówka z kminkówką. / I ten karmnik, który spełnia przeznaczenie / gdyż nie ma w nim rankiem kruszyn ani wróbli.

Do rytmu wiersza, do rymu i strofy, narzędzi poetyckich, które od jakiegoś czasu przeżywają renesans, a którymi autor "Do światła" posługuje się z dużą swobodą, w ostatnich wierszach dochodzą jeszcze "środki pozaliterackie" - wyraźnie wyczuwalny rytm serca wiersza, harmonia obcowania ze światem, będąca wynikiem równowagi duchowej, fascynacja pięknem stworzenia, pokora dla języka jakim mówi natura. Czy to wynik "oswajania krajobrazu"? Czy wyostrzonej uwagi, skoncentrowanej na przedmiocie, ale tak skupionej, by nie wpaść w pułapkę semantycznych koligacji? Trudno powiedzieć. Wygląda jednak na to, że autor "Do światła" pojednał się z Rzeczywistością, i że ten swoisty pakt o nieagresji - jak mi się zdaje - otwiera umysł na iluminację. O! Wylało się na podwórze wiadro światła - pisze w wierszu "Czary" i czytając to, wiem, że autor tych słów zapisuje cud codzienności. Prawdę o bycie ujawnioną w akcie widzenia poetyckiego. Prawdę jak najbardziej realną, konkretną, a jednocześnie transcendentną, wykraczającą poza doświadczenie egzystencjalne. Prawdę, prowadzącą "do światła", co tak pięknie podkreślają ilustrujące wiersze W. Kassa obrazy uchwycone przez Witolda Mierzejewskiego na światłoczułej kliszy.

Krzysztof Kuczkowski

Wojciech Kass: Do światła, Agencja Fotograficzno-Wydawnicza WIT, Olsztyn - Pranie 1999

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Projekt i realizacja: 1.2.1 STUDIO REKLAMOWE