Kraków 2000, w: Topos 1(56)2001

Wiara w pamięć poezji

Czesław Miłosz: TO
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Kraków 2000

Minęło już dwadzieścia lat od literackiego Nobla (9 X 1980) i sześć lat od opublikowania poprzedniego tomu Czesława Miłosza, "Na brzegu rzeki" (1994). Wreszcie jest - "TO". Zbiór poezji pięknie wydany przez oficynę "Znak", składający się z ponad sześćdziesięciu wierszy, pisanych z namysłem i staraniem, żeby nie powiedzieć więcej niż należy, a to, co można wyjawić, żeby było konieczne.

Nałogiem intelektualistów dwudziestego wieku było "baratin", czyli nieodpowiedzialne paplanie, złemu obyczajowi wielomówstwa przeciwstawia autor "Hymnu o Perle" naukę powściągania siebie, i... strategię zacierania śladów. Z tą ostatnią koresponduje postulat: Jak najmniej szkodzić. To skądinąd szlachetne założenie nie ułatwia zrozumienia poezji, która pozornie zdaje się być otwarta i zapraszająca na rozległe pola wysokiego stylu, jednak tuż pod powierzchnią kryje ciemne pytania, na które nie zna i - w moim przekonaniu - nie bardzo szuka odpowiedzi.

Czym jest TO? Jeżeli uwierzyć mini-esejowi umieszczonemu przez Wydawcę na skrzydełku obwoluty - jest ciemnością, okrucieństwem i cierpieniem. Jeśli uwierzyć Miłoszowi: TO oznacza natknięcie się na kamienny mur,/ i zrozumienie, że ten mur nie ustąpi żadnym naszym błaganiom. Jeżeli i Miłosz i autor owej noty mówią o tym samym, to z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć można, że TO jest śmiertelnym wrogiem człowieka, jest nieobecnością Stwórcy i świadczy o irracjonalności istnienia (TO może też być porównane do nieruchomej twarzy kogoś,/ kto pojął, że został opuszczony na zawsze.// Albo do słów lekarza o nie dającym się odwrócić wyroku.). Tytułowy bohater poematu "Zdziechowski", mówi: "I w miarę lat, im dalej/ w życie i świat szedłem, tym wyraźniej i boleśniej uświadamiałem/ sobie, że świat ten, gdy go myślą, jako całość, objąć, bezładem jest/ i bezrozumem, nie zaś, jak nas uczą, dziełem rozumu: nie z ręki/ Boga on wyszedł".

Sam Miłosz bezpośrednio o Bogu nie mówi, a jeśli już, to przytaczając czyjąś wypowiedź. Dlaczego?

"Jest dzisiaj bardzo szczególny stosunek do sacrum: niewymawialność imienia Pana Boga. Jak ktoś wymawia imię Pana Boga, to już źle. (...) Dla pisarza. I to nie tylko chodzi o to, że traci estymę swoich współbraci, bo jest religijny, ale źle dla jego dzieła." (z: "Litwa, labirynt, nadzieja. Z Czesławem Miłoszem rozmawia Krzysztof Myszkowski", Kwartalnik Artystyczny, 3/27/2000).

Czyżby tak nieznośna dla poezji polityczna poprawność? "Prawda jest rzeczą straszną" - cytuje poeta wyimek z "Niby-dziennika" Zygmunta Mycielskiego i komentuje wierszem: powtarzam jak inni słowa politycznie poprawne,/ bo nic nie upoważnia mnie/ do wyjawienia rzeczy zbyt okrutnych dla ludzkiego serca.

Myślę, że tym bardziej szeregowego recenzenta niewiele upoważnia do "objaśniania" tych słów wybitnego poety, bo mogłoby się to skończyć przeinterpretowaniem jego dzieła. Wobec tego pozostańmy przy cytatach z wierszy Miłosza.

Blisko dziewięćdziesięcioletni poeta wyznaje, że jego wiersze - ekstatyczne pochwały istnienia/ Mogły być tylko ćwiczeniami wysokiego stylu, rodzajem ochronnej strategii zacierania śladów, sposobem na nie mówienie tego, co naprawdę siedzi we mnie; przyznaje że dokucza mu niemożność odpowiedzi na pytanie o sedno i sens własnej osoby; że ukrywa przed ludźmi przekonanie,/ że n i e j e s t s t ą d; że przed wyznaniem swojej prawdziwej kondycji, powstrzymuje go fakt: Zanadto cenię styl, żeby ryzykować; że nie mówiłem, co naprawdę myślę; że kim byłem naprawdę,/ Nie zdradzą pisania żadne; że Chciałem powiedzieć prawdę,/ i nie udawało się./ Próbowałem spowiedzi,/ ale nic nie umiałem wyznać. (...) I dalej noszę w sobie zwiniętą żmiję winy.

Jaką to straszną tajemnicę obwarował poeta na tyle sposobów? Przed czym się broni? Przed przewrotnością języka i jego zaborczością? Co za demonizm w naturze języka,/ Że można zostać tylko jego sługą! Przed okrucieństwem prawdy? Przed raniącą mową cierpienia? Przed odebraniem nadziei, tym którzy wierzą wbrew nadziei? Przed ujawnieniem własnej udręki i rozpaczy?

O jakiej to wewnętrznej winie mówi autor "Zniewolonego umysłu"? Przebaczcie mnie, paniczowi z dobrej rodziny,/ Że jeszcze w szkole zdradziłem was,/ Wybierając się na karkołomną wyprawę do krain intelektu,/ W których nie posuwa się nad tłumem wiernych baldachim na Boże Ciało,/ I girlandy z liści nie ozdabiają wnętrza parafialnego kościoła.

Czy jest to zdrada pierwotnej wiary i ufnego dziecięctwa na rzecz wzięcia udziału w nieczystym balu? Czy też zdrada rozumu, który jest wielkim boskim darem na rzecz intelektu, który upodobawszy sobie maski i przebrania, w końcu prowadzi do alienacji?

Duchowa natura winy powoduje, iż zawsze ciąży ona tak samo, niezależnie od tego, czy jest rzeczywista, czy też wymyślona. Dlatego człowiek pragnie zrzucić jej brzemię. Uwolnij mnie od win, prawdziwych i urojonych./ Daj pewność, że trudziłem się na Twoją chwałę.// W godzinie mojej agonii bądź ze mną Twoim cierpieniem,/ Które nie może świata ocalić od bólu.

Pozostaje więc ból i pozostają pytania. I żal do Stwórcy, że nie osłonił stworzenia przed mizerią rozkładu i umierania. Pozostaje niedosyt, piękny styl i kolor irysów. Zmaganie się ze słabnącym ciałem i boskie zdziwienie. Gasnące zmysły i apetyt na życie. A także wzruszająca wiara w ocalającą moc poezji, w słowa W których mogłyby mieć dom osoby dawno umarłe, Klaudyna, Roksana, Berenika, tysiące Zoś, Katarzyn, Bartłomiejów, Maryś, Agat, Bronisławów. Wiara w pamięć poezji.

Krzysztof Kuczkowski

W artykule przytoczone zostały cytaty z następujących wierszy: "Czego nauczyłem się od Jeanne Hersch?", "Zdziechowski", "TO", "Ze szkodą", "Przemilczane strefy", "Po podróży", "Gdziekolwiek", "Przepis", "To jasne", "Daemones", "Vipera berus", "Wy, pokonani", "Modlitwa", "Osoby", "W parafii".

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Projekt i realizacja: 1.2.1 STUDIO REKLAMOWE