Wrocław 1999, w: Topos 3(64)2002

Smakując słowa

Książką "Smaki słowa. Szkice o poezji" Janusz Drzewucki, autor kilku tomów wierszy, wpisał się na długą i wciąż otwartą listę poetów piszących o poetach - tych, którzy nałóg czytania godzą z nałogiem pisania o tym, co przeczytali. Tak to już jest, że czytając eseje T. S. Eliota, pamiętam o jego "Ziemi jałowej", czytając szkice J. Przybosia mam świadomość obcowania z autorem "Narzędzia ze światła", a smakując rozprawy M. Jastruna wspominam ciemne frazy wierszy z "Punktów świecących". Nic tedy dziwnego, że czytając szkice J. Drzewuckiego sięgnąłem po jego "Ulicę Reformacką", "Podróż na południe" i "Światła września", jakbym tam, w tych tomach wierszy, usiłował znaleźć... no właśnie, co? Zarys poetyckiej hierarchii, która z taką oczywistością zostanie zaprezentowana w szkicach? "Prawybory" etyczne i estetyczne, konstytuujące świat wartości autora "Smaków słowa"? Sposób widzenia i oglądania rzeczywistości, który jakby przeniesiony z wiersza do szkicu krytycznego staje się nagle sprawnym narzędziem opisującym i porządkującym świat przeżyć innych poetów? Tak, relacje pomiędzy światem poezji Drzewuckiego, a przestrzeniami jego krytycznych eksploracji nawet jeżeli nie zawsze oczywiste, to przecież istnieją i świadczą o nierozdzielności zajęć pisarskich ich autora, o przenikających się wzajem perspektywach "bycia poetą" i "bycia krytykiem". Czy gdyby nie myślenie o "Odzie na zagładę Wenecji" J. Iwaszkiewicza ("Poeta w Wenecji") powstałyby takie wiersze, jak "Za oknem, Wenecja" i "Poeci Wenecji" z tomu "Podróż na południe"? Gdyby nie podróże śladem starego poety ("Kolano Iwaszkiewicza"), czy Drzewucki napisałby swoją "Północ w Sandomierzu"? Takich pytań można by postawić wiele. A w każdym z nich jest zawarta intencjonalna odpowiedź.

Drzewucki pisze o Jarosławie Iwaszkiewiczu, Tadeuszu Różewiczu, Zbigniewie Herbercie, Wisławie Szymborskiej, Arturze Międzyrzeckim, Julii Hartwig, Tadeuszu Nowaku, Urszuli Kozioł, Jacku Łukasiewiczu, Jarosławie Marku Rymkiewiczu, Ewie Lipskiej, Stanisławie Barańczaku, Adamie Zagajewskim, Julianie Kornhauserze, Ryszardzie Krynickim i Nowej Fali. Najwięcej miejsca poświęca Różewiczowi, bo aż pięć szkiców i Herbertowi  cztery szkice. Kolejnością tekstów rządzi nie chronologia ich powstawania i publikowania w prasie literackiej, ale chronologia pisarskich biografii. Jest to zatem panorama powojennej polskiej poezji według Drzewuckiego.

Można by się długo zastanawiać, dlaczego autor "Chaosu i konwencji" opisuje twórczość właśnie tych, a nie innych poetów, ale zajęcie to wydaje się mało pożyteczne. Jedynie nieobecności Czesława Miłosza nie można pominąć milczeniem, tym bardziej, że sam krytyk w szkicu poświęconym poezji Tadeusza Nowaka wymienia "Ocalenie" (1945) Cz. Miłosza jako najważniejszy powojenny tom wierszy. Tak więc: zgoda co do znaczenia wczesnego Miłosza. A dalsza twórczość "Tropiciela Istotności", jak nazywa autora "Traktatu poetyckiego" Jerzy Illg? Czyżby dla Miłosza zabrakło w słowniku autora "Smaków słowa" wielkich kwantyfikatorów? Iwaszkiewicza bowiem nazywa Drzewucki jednym z największych podróżników w historii polskiej literatury, Herberta jednym z najświetniejszych poetów współczesnych, a Różewicza tytułuje najwybitniejszym współczesnym polskim poetą. I to jest może odpowiedź na wcześniejsze hipotetyczne pytanie: dlaczego nie Miłosz? Nie Miłosz, bo Różewicz - pada hipotetyczna odpowiedź. Ponad Miłoszowe "to", Drzewucki przedkłada Różewiczowskie "coś". Pytanie tylko, czy istotnie mamy tu do czynienia z przeciwstawieniem, czy raczej sprawą innego rozłożenia akcentów, sprawą temperamentu (o, tym to obaj poeci rzeczywiście się różnią!), gdzie powściągliwości emocjonalnej Różewicza, możemy przeciwstawić miłoszowski zachwyt nad zmysłową stroną świata; albo sprawą stylu, gdzie esencjonalnemu zdaniu autora "Wody w garnuszku" (który "skraca"), przeciwstawimy pełną frazę autora "Sztukmistrza" (który "dopisuje"). Wszystko to być może prawdziwe powody nieobecności Miłosza w "panoramie" Drzewuckiego, a może zupełnie błahe, wobec tych istotnie znaczących, fundamentalnych, które składają się na autorytet pisarza, a temu można zawierzyć, lub - nie.

Wiemy już zatem, o czyjej poezji autor "Smaków słowa" pisze, a kogo pominął w swojej przygodzie z tekstem. Zobaczmy teraz z jakiej materii wykrawa swoje krytyczne ubrania.

Pretekstem do napisania kolejnych szkiców są nowe tomy ulubionych poetów. Wychodząc od tej jednej książki czy nawet jednego utworu, Drzewucki zwykle przygląda się całej twórczości danego autora, poszukuje charakterystycznych wątków, miejsc szczególnych, świadczących o oryginalności i niepowtarzalności wyobraźni. Wyszukuje motywy i antynomie rządzące poezją danego twórcy, np. u Herberta wskazuje na opozycje "krew i przedmiot", "krzyk i milczenie", "jasność i ciemność", u Szymborskiej - "wiedza i niewiedza", "pewność i niepewność", u Międzyrzeckiego - "jawa i sen", "bezsenność i czuwanie", u Kozioł - "kultura i biologia", "mit i sztuka" itp.

Poszukiwanie wyżej wspomnianych miejsc szczególnych, pięknie ilustruje esej poświęcony J. Iwaszkiewiczowi pt. "Poeta w Wenecji", którego osią tematyczną jest wiersz "Oda na zagładę Wenecji" z tomu "Muzyka wieczorem" (1980). "Oda..." staje się przyczynkiem do poetyckiego portretu Iwaszkiewicza, jako jednego z największych podróżników w historii polskiej literatury. Podróżnika, dla którego, jak trafnie zauważa autor szkiców, Wenecja wydaje się być dziełem nie tyle kultury, ile natury, i dlatego podlega prawom "naturalnej, materialnej przemiany". Drzewucki odkrywa też osobliwą zasadę podróżowania pisarza do Włoch - szlakiem rozkwitających glicynii. Oczywiście, jest i o kulturze materialnej, i o historii, i o malarstwie, i o demokracji weneckiej. Słowem bohaterem szkicu jest nie tyle przywołana w całości "Oda..." i alchemia słowa Iwaszkiewicza, wszystkie te cudowności wersyfikacji, instrumentacji głoskowej czy kunsztowność rymów, ile sam autor "Śpiewnika włoskiego" i... Wenecja, która poprzez wiersz konkretyzuje się w umysłach i sercach czytelników.

I w tym właśnie mieści się w zasadzie metoda i cel aktywności krytycznej Drzewuckiego: tak sugestywnie roztaczać przed czytelnikiem "smaki słowa" poetyckiego, by przynajmniej część z nich stała się ulotną własnością czytelnika.

Z kolei w szkicu "Kolano Iwaszkiewicza" Drzewucki jakby pozazdrościł "największemu podróżnikowi" jego przeżyć, więc sam wsiada do malucha, i zaopatrzony w wydania "Książki moich wspomnień" (1957) oraz "Podróży do Polski" (1979) próbuje ujrzeć krajobraz i osobliwości ziemi sandomierskiej oczyma autora "Oktostychów". Czy to mu się udaje? Siedząc na nadwiślańskiej skarpie, autor "Smaków słowa" nagle odkrywa, że u podstaw artystycznej filozofii Iwaszkiewicza "leży atawistyczne wręcz przymierze z ziemią, z jej wilgocią, barwą, zapachem".

Zatem podróże kształcą, również podróże innych. Stąd też autor "Smaków słowa" odnotowuje podróże T. Różewicza do Włoch szlakiem polskich poetów renesansowych i romantycznych (topos powrotu do utraconej Arkadii), "kultowe" podróże Z. Herberta do Włoch i Holandii szlakiem arcydzieł europejskiego malarstwa ("Sztuka podróżowania, malarze Holandii i mikroskop"), "mistyczną" podróż A. Zagajewskiego do Lwowa ("Demon rzeczywistości").

"Podróże" samego J. Drzewuckiego najczęściej realizują się w obrębie półki z książkami ulubionych pisarzy. Są to podróże uważne, skupione, powiedział bym nawet – skrupulanckie. Drzewucki liczy wiersze, śledzi ich losy w poszczególnych wydaniach, upomina się o brakujące utwory ("upominam się - jako wielbiciel twórczości Szymborskiej – o jej niesłusznie zapomniane utwory"), usiłuje odtworzyć reguły rządzące kompozycją poszczególnych zbiorów, analizuje tytuły tomów, zwłaszcza te, które posiadają jakiś element powtarzalny (np. wychodząc od tytułu tomu wierszy S. Barańczaka "159 wierszy" zastawia się nad mechanizmem umieszczania liczby w tytule książki poetyckiej). Swoistym szkicem w szkicu jest analiza dat umieszczonych pod wierszami Jacka Łukasiewicza ("Biel, milczenie, cały świat"), w przekonaniu, że "data umieszczona na zakończenie wiersza jest współtworzącym elementem utworu, jego dalszym ciągiem (...)". Wydaje się, że jego uwadze nic umknąć nie może: opisuje to co jest, upomina się o to, czego nie ma, a było.

Na zakończenie szkicu pt. "Tadeusza Różewicza poezja w poezji" Drzewucki stwierdza: "...nie wystarczy czytać wiersz po wierszu, trzeba jeszcze słowo po słowie". I do takiej właśnie lektury, do takiej podróży, zapraszają szkice autora "Światła września". Sam krytyk jest przewodnikiem niespiesznym, uważnym interpretatorem, którego bardziej niż akademicka analiza tekstu, interesuje ujęcie syntetyczne, obrazujące wewnętrzną dynamikę twórczości wybranych poetów.

Krzysztof Kuczkowski

Janusz Drzewucki: Smaki słowa. Szkice o poezji, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1999

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Projekt i realizacja: 1.2.1 STUDIO REKLAMOWE