Kraków 2002, w: Topos 4-5(65-66)2002

"TRAKTAT TEOLOGICZNY" I INNE WSPANIAŁOŚCI "DRUGIEJ PRZESTRZENI" CZESŁAWA MIŁOSZA

Z NOTATEK NA MARGINESIE (CHOĆ TO MOŻE I
NIEŁADNIE PISAĆ PO KSIĄŻCE)

Dlaczego "traktat"? Przypuszczam, że Miłosz, autor "Traktatu moralnego" i "Traktatu poetyckiego" niejako "myśli traktatem", więc chcąc rozmawiać poważnie o rzeczach naprawdę poważnych, a prawda z pewnością należy do rzeczy najważniejszych, sięgnął po sprawdzoną formułę lirycznej wypowiedzi. Inna sprawa, że u późnego Miłosza będzie ona mniej liryczna, i nawet jakby mniej poetycka, bardziej zaś dyskursywna, czy zgoła eseistyczna. Poza tym traktat będąc "poważną" formą rozprawy, najpierw filozoficznej, a w drugiej kolejności - literackiej, posiada wystarczająco pojemną formułę, by spotkać się w nim mogły różne żywioły mowy i spleść wielorakie wątki, jak choćby rozmyślania o kondycji sztuki i artysty we współczesnym świecie, rozważania o katolickich dogmatach, o przygodach wędrowców duchowych bezdroży, czy o naturze zła i tajemnicy grzechu pierworodnego.

Dlaczego "teologiczny"?

Dlaczego teologia? Bo pierwsze ma być
pierwsze.
A tym jest pojęcie prawdy. I właśnie poezja
swoim zachowaniem przerażonego ptaka
tłukącego się o przezroczystą szybę, poświadcza,
że nie umiemy żyć w fantasmagorii

Myśli zawarte w tej strofie wiernie przyjął (i przejął) Adam Zagajewski, wiersz drukowany na łamach "Zeszytów Literackich" (2/78/2002) zaczynając słowami: "Poezja jest poszukiwaniem blasku. Poezja jest królewską drogą,/ która prowadzi nas najdalej", a w dalszej części utworu dając już wyłącznie świadectwa bliskości bytu. Zupełnie jakby Zagajewski odpowiadał na myśl interpretującego "Traktat..." Jana Błońskiego: "Kiedy słowo oddala się od bytu, traci blask i zmienia się w bredzenie, w mowę opętanych (...). (J. Błoński, Duch religijny i miłość rzeczy, "Kontrapunkt", nr 60-61, 2001).

A więc: dlaczego teologia? Bo teologia, a mówiąc ściślej - teologiczny porządek poznania jest tym gruntem, na którym można ustalić to, co pierwsze. Teologia mówi słowami nie zdewaluowanymi, takimi, które znaczą to, co znaczą, słowami przystającymi ściśle do rzeczy, do bytu. Język teologii nie poddaje się dekadencji,/ w jaką popadł poetycki język mego wieku, pisze Miłosz. To teologia rozeznaje ontyczny fundament, niezmienny pomimo wciąż aktualizującej się społecznej, historycznej, politycznej czy filozoficznej kondycji świata, niepodległy przemianom pomimo tego, że Francis Fukuyama ogłosił Koniec Historii, że Charles Taylor diagnozuje koniec świata chrześcijańskiego, że według Gianni Vattimo "słaba wiara" potrzebuje "słabego Boga" itd., itp.

Pierwsze jest pojęcie prawdy, pisze Miłosz. I wszystko byłoby pięknie, tylko dlaczego co i raz odczuwam smutek, że pomimo zrozumienia poszczególnych myśli i obrazów, jak zawsze klarownych, świetnych w stylu, samych w sobie niezwykle pięknych, trudno się z Miłoszem porozumieć. Dlaczego stary poeta wywołuje we mnie zachwyt, ale i niepokój?

Otóż wydaje mi się, że po pierwsze: trudność (dla czytelnika) polega na uzgodnieniu refleksji filozoficzno-teologicznej Miłosza, czyli tego co można w mniejszym lub większym stopniu zobiektywizować (w końcu czytamy "traktat"), z jego wyznaniem wiary, czyli z tym, co subiektywne. Innymi słowy: bierze się ona stąd, że Miłosz jednocześnie przedstawia to, o czym można rozprawiać, i do takiej rozmowy poeta niejednokrotnie zachęcał w wypowiedziach prasowych oraz to, o czym się nie dyskutuje, bo publiczne roztrząsanie czyichś przekonań religijnych, trudności duchowych itp. jest co najmniej nietaktem.

Trudność tę potęguje dodatkowo typowa dla Miłosza, choć już nie tak deklaratywna jak choćby w zbiorze pt. "To", skłonność do mylenia tropów, do zacierania śladów (interpretacyjnych). Uzewnętrznia się ona głównie w mnożeniu sprzeczności, co niektórzy nazywają oświetlaniem problemu z różnych stron. Oczywiście, natura owych sprzeczności może być wieloraka, jednakże sama "metoda" jest stara i wypróbowana. Wystarczy przywołać kolędę Franciszka Karpińskiego "Bóg się rodzi", którą wyśpiewujemy chwałę "Śmiertelnego Króla nad wiekami". A jeżeli człowieczy obraz Boga jest zbudowany na sprzecznościach, na tym, co niskie, i na tym, co wysokie, na tym, co wieczne i na tym, co przemijające, na tym co niewyobrażalne i na tym, co najdotkliwiej realne, na wszechmocy i na bezsile, to takaż musi być wiara - pełna sprzeczności i wewnętrznych napięć, gorących pragnień Bożej obecności i zwątpienia w Jego kochającą obecność. Wiara obfitująca w upadki i nawrócenia, które łącznie tworzą dynamikę życia duchowego. Dynamice owej przeciwstawia Miłosz rozumiany negatywnie spokój wiary. Już lepiej - zdaje się mówić Miłosz - wędrować po obrzeżach herezji, niż popaść w samozadowolenie.

(A może przeciwieństwem "spokoju wiary" jest "spokój zwątpienia"? Samozadowolenie nie-wierzących? Zgoda na nicość?)

Pisząc o skłonności Miłosza do zacierania śladów, trzeba wspomnieć, że tendencja ta wydaje się zanikać. Już w poprzednim zbiorze pisze Miłosz o sztuce kluczenia i układania słów politycznie poprawnych najczęściej w czasie przeszłym: okłamywałem was; pisanie było dla mnie strategią/ Zacierania śladów; Chciałem powiedzieć prawdę,/ i nie udawało się; To jasne, że nie mówiłem, co naprawdę myślę (...) i in. W "Drugiej przestrzeni" dystans pomiędzy autorem a podmiotem mówiącym jest coraz mniejszy. Co w takim razie z owymi sprzecznościami, które choć ich mniej, nadal się pojawiają? Wydaje się, że są figurą rzeczywistych "trudności" duchowych.

Po drugie, sądzę, że mówiąc o "teologii" Miłosz ma na myśli swoiste jej uprawianie, przez co należy rozumieć szeroko pojętą refleksję o Bogu, wierze i religii, anektującą tereny nieortodoksyjne, ba, zbliżone do herezji lub wręcz jawnie heretyckie ambaje (użycie tego właśnie słowa wskazuje na to, że autor "Człowieka wśród skorpionów" nie zapomina uszczypliwości kolegów-poetów, i że "drugie poważne ostrzeżenie" Tadeusza Różewicza przyjął z całą powagą). Do teologów w akademickich togach, dostojnych, wielebnych i siwych, ma stosunek ironiczny, widząc w nich głównie stróżów dogmatów. Stąd można wnioskować, że poemat Miłosza jest tyleż teologiczny, co anty-teologiczny. "Teologiczny" ze względu na sens stawianych pytań i zakres poruszanej problematyki, "anty-teologiczny" z uwagi na niemożliwość wytłumaczenia wątpliwości religijnych (unde malum?) przy pomocy "oficjalnych" systemów dociekających stosunku Boga do świata.

Po trzecie, i być może zasadnicze, a co wynika z poprzedniego ustalenia, charakter "prawdy", na którą powołuje się Miłosz nie jest dogmatyczny, ale hermeneutyczny. Jest to bowiem prawda człowieka rozpoznającego swoją wiarę zarówno w tym, co różni ją od wiary współbraci, i w tym, co wspólne z kościołem jako wspólnotą wierzących. Prawda szukająca argumentów na swoją prawdziwość.

W "Traktacie teologicznym" słyszę wołanie człowieka bezradnego wobec chaosu świata, wobec zgrzytliwego obrotu piekielnych kół i tęskniącego za Bogiem będącym Drogą, Prawdą i Życiem. Człowieka, który na pytanie: "czy ty wierzysz w Boga?", odpowiada: "tak, ja się uważam za chrześcijanina" (cyt. za J. Błoński, j.w.), bo tyle wie na pewno, a reszta jest zaledwie pragnieniem ładu.

"Traktat..." jest utworem człowieka rozumu i wiedzy, który zdecydował się wyznać: Tak naprawdę nic nie rozumiem, jest tylko/ ekstatyczny nasz taniec, drobin wielkiej całości.// Rodzą się i umierają, taniec nie ustaje, zakrywam oczy,/ broniąc się od natłoku biegnących do mnie obrazów. Jednak w innym miejscu bezradność zastępuje pewnością wiary: Kto pokłada ufność w Jezusie Chrystusie, oczekuje Jego przyjścia/ i końca świata, kiedy pierwsze niebo i pierwsza ziemia/ przeminą i śmierci już nie będzie. A jeszcze gdzie indziej zdaje się mówić, że owa "pewność" jest jednak dalece niedoskonała: Wybieramy się tam, ociągając się, niby emigranci/ nie oczekujący szczęścia w dalekich krajach wygnania.

Te trzy cytaty oddają charakter "drogi wiary": od zwątpienia, do zaufania, które to zaufanie okazuje się być częściowe, bo nie zasypujące przepaści pomiędzy prośbą: "Przyjdź Królestwo Twoje", a rzeczywistą zgodą na zrealizowanie się Bożego planu w życiu człowieka.

"Traktat..." jest próbą całości. Wskazuje na to obecność tematów znanych już z wcześniejszej twórczości autora "Ziemi Ulro", tendencja do kontynuowania wątków wcześniej nie dość szeroko rozwiniętych, i - wreszcie - zmierzenie się z pytaniami fundamentalnymi dla człowieka, a dla chrześcijanina w szczególności.

Zanim "Traktat..." ukazał się drukiem, Miłosz "przygotował" czytelników na jego przyjęcie. I tak na przykład zastanawiając się nad niedostatkami literatury polskiej (w: Cz. Miłosz: "Literatura polska", "Kwartalnik Artystyczny" nr 3/31/2001, s. 29), wskazał na "niechęć literatów do podejmowania tematów religijnych". Postulat ten nie jest wprawdzie ani nowy, ani niezbyt oryginalny (były dzieła, nie było arcydzieł), ale wypowiedziany przez Miłosza zyskał nową rangę i nowe znaczenie. Od razu też stało się jasne, że postulując zwrócenie się ku tematom religijnym, przede wszystkim sobie samemu otworzył Miłosz drogę do nieskrępowanej wypowiedzi artystycznej na temat Boga i wiary. Przygotował czytelników na spotkanie z wierszami mówiącymi o rzeczach naprawdę poważnych.

"Traktat teologiczny" odczytuję przede wszystkim jako świadectwo wiary i nie-wiary starego poety, który w jednym wierszu nawołuje: Miejcie zrozumienie dla ludzi słabej wiary.// Ja też jednego dnia wierzę, drugiego nie wierzę. A w innym z pewną rezygnacją wyznaje: Religię bierzemy z naszego litowania się nad ludźmi.// Są za słabi, żeby żyć bez boskiej opieki. By w końcu pozostać przy swoim, to znaczy przy swoistym kulcie niedocieczonej intencji. Przy swoim, a jednocześnie przecież w zupełnie już innym miejscu. Jest to miejsce oświetlone blaskiem świadectwa. Klarowność poranka to przestrzeń, w której nie ma już udręk ustawicznego mylenia tropów i zacierania śladów. Jest prawda wyznania swojej słabości. I ona niesie nadzieję.

Zwrot klarowność poranka pochodzi z wiersza "Późna dojrzałość". Są to jedne z najczęściej cytowanych słów późnego Miłosza, niemalże sakralizujące poetę. Omawiany tom otwierają wiersze "Druga przestrzeń" i, właśnie, "Późna dojrzałość". Pierwszy z nich jest prośbą o wiarę, drugi jej spełnieniem. Gdyby poprzestać na tych wierszach pełnych poetyckich wspaniałości, gdyby poprzestać na wierszach-pożegnaniach, takich jak "Przewaga", "O starych kobietach", "Koleżanka", wierszach oddających zmaganie się ducha ze słabością ciała, jak "Degradacja", "Wiek nowy" czy "Oczy", słowem, gdyby nie było owych dwudziestu trzech wierszy składających się na "Traktat teologiczny" i kilku z pierwszej części zbioru, które i tematyką, i temperaturą wypowiedzi do niego nawiązują ("Wysłuchaj", "Nieprzystosowanie", "Wysokie tarasy" i in.), dyskusja wokół Miłosza i Jego poematów z pewnością nie byłaby tak gorąca. Pewność wiary, czy zachwyt nad pięknem stworzenia, choćby oddane w wierszach tak wielkiej urody, nie wywołuje dyskusji. Co innego dociekanie prawdy. O, to jest fascynujące! Zwłaszcza jeżeli uprawomocnia mało uczęszczane ścieżki. Poddaje w wątpliwość pewniki. Zachęca do transgresji. Dociekanie prawdy jest dynamiczne. Pokazuje człowieka w jego potędze i upadku. Jest prośbą o sens. Jest krzykiem z otchłani. Ale jest też relacją: prośbą skierowaną do Kogoś, krzykiem do Kogoś, żeby mnie z tej otchłani wydobył. Inaczej byłoby beznadziejnym szamotaniem się z potworami wychodzącymi z umysłu. W najlepszym wypadku wsłuchiwaniem się w echo krzyku wracające z nicości, jeżeli z niej może cokolwiek powrócić.

Więc KRZYCZEĆ, krzyczeć, żeby dobić się do PRAWDY. Żeby nie rozwiać się w nicości. Przy czym, cóż, wiara nie jest krzykiem. Wiara jest ufnością, bezgranicznym zawierzeniem. Krzyk wyraża tęsknotę za głęboką wiarą, za wiarą przemieniającą, dzięki której człowiek zostaje niejako zagarnięty przez miłość Boga, od której nie zdoła nas odłączyć "ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie" (Rz, 9, 38-39). W takiej perspektywie odczytuję "Traktat teologiczny" i inne wspaniałości "Drugiej przestrzeni" Czesława Miłosza.

Krzysztof Kuczkowski

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Projekt i realizacja: 1.2.1 STUDIO REKLAMOWE