w: Topos 6(73)2003 (W stulecie urodzin Autora "Sceny obrotowej")

Tekst ten jest przywołaniem eseju Mieczysława Jastruna pt. Samotność poezji z 1960 roku1, jest próbą - po z górą 40 latach - jeżeli nie interpretacji, to przynajmniej zbadania aktualności zawartych w nim diagnoz i przemyśleń. Tak się złożyło, że zdanie ze wspomnianego eseju Jastruna: "Sądzę, że samotność poezji będzie się z biegiem lat pogłębiała, lecz nie należy przewidywać jej zgonu"2, cytowałem w artykule otwierającym jeden z ostatnich numerów "Toposu"3. Słowa te doskonale wprowadzają w ton - nieco profetyczny, i styl - poważny i uroczysty, Samotności poezji. Nie ton i styl są tu jednak najważniejsze.

Spróbujmy postawić pytanie wprost: co sprawia, że poezja jest samotna? Autor Mitu śródziemnomorskiego czynniki sprawcze określa precyzyjnie i z charakterystyczną dla swego wywodu stanowczością. Są nimi: śmiałe wkroczenie poezji na teren dotychczas zajmowany przez filozofię ze specyficznymi dla niej narzędziami poznania i wartościowania rzeczywistości; zerwanie z sentymentalizmem; poszukiwanie nowych form wyrazu dla wyrażania nowych sytuacji, w jakich żyjemy i "podróże w mało zbadane strefy duszy ludzkiej"4 (nowoczesna psychologia). Wszystkie te czynniki charakterystyczne dla dwudziestowiecznej poezji polskiej sprawiają, że staje się ona coraz mniej zrozumiała, że przestaje odpowiadać powszechnemu gustowi, przestaje się podobać. Trudno - powiada Jastrun - duch czasu wieje kędy chce i podobanie się czy nie-podobanie poezji nie ma tu nic do rzeczy, a poza tym wymaganie od wierszy, aby były dla wszystkich zrozumiałe, jest absurdem. Powszechnie zrozumiałe są, a przynajmniej taka jest ich praktyczna powinność, piosenki i teksty reklamowe, a te - jak wiadomo - rzadko mają z poezją cokolwiek wspólnego.

Tak więc najpierw autor Smugi światła pisze o postępującej specjalizacji i dehumanizacji kultury. "Czas mędrców minął, nastał czas specjalistów" 5. Tradycyjna filozofia nie odpowiada na pytania nurtujące współczesnego człowieka, bo nie jest w stanie objąć refleksją wysoce skomplikowanych dyscyplin naukowych, z trudem tylko poddających się humanistycznemu uogólnieniu i przykrojeniu na ludzką miarę. I tutaj pojawia się miejsce dla poezji, bliskiej krewnej filozofii. W zasadzie nic nowego, bo czyż żywioł poezji nie zaznaczał się mniej lub bardziej jawnie w działach takich myślicieli, jak Heraklit, Nietzsche, Bergson, Sartre, Camus albo Pascal? Jednakże to, co niegdyś bywało specyfiką stylu - zdaje się dowodzić Jastrun - w czasach współczesnych jest koniecznością. Myśl ta staje się bardziej oczywista, jeśli zdamy sobie sprawę z tego, czym - według autora Gorącego popiołu - jest poezja. W swoim Dzienniku w notatce z 16 stycznia 1961 roku zapisał: "Poezja zawsze jest cudem, zetknięciem dwóch biegunów. Jest jednym z narzędzi poznania; tego się na ogół nie rozumie"6.

Tak pisał Jastrun w 1961 roku, a czy teraz t o się rozumie? Albo postawmy pytanie inaczej i skierujmy je do ludzi, którzy zajmują się pisaniem o poezji: czy obecnie przyzwala się autorowi wierszy na uprawianie poznania poetyckiego, tak jak niegdyś od filozofa oczekiwało się, że będzie uprawiał mądrość? No i czy sami poeci chcą z tej mocy poznawczej korzystać, skoro zdają sobie sprawę, że tą drogą nie da się iść na skróty i że wcale nie gwarantuje ona sukcesu, ani wydawniczego, ani medialnego?

Cóż, tak naprawdę poeci są długodystansowcami. Nawet wtedy, gdy jak Rimbaud czy Baczyński umierają młodo, sensotwórcza gęstość i wewnętrzna ekspresja ich poezji sprawia, że biegną nadal. W przeciwieństwie do linii życia, ich poezja trwa. Siłą rzeczy muszą być odczytywani "po czasie".

Oczywiście, tak jak poetyzowanie filozofów stawia ich obecność w akademii pod znakiem zapytania, tak filozofowanie poetów - rozumiane jako zgłębianie w liryce istoty bytu, dotykanie zarówno wyżyn jak i przepastnych głębin ludzkiej duszy, jako próba refleksji o rzeczy najważniejszej, że przywołam tytuł cyklu "Toposowych" wypowiedzi 7- spycha ich na margines percepcji czytelniczej, gdyż wrażliwość i wyobraźnia publiczności literackiej tkwią zwykle w gorsetach z poprzedniego stulecia. Stąd właśnie osamotnienie poezji.

Kolejnym powodem tej samotności jest to, że: "Poezja wieku dwudziestego zrywa z sentymentalizmem, który wydawał się w ubiegłym stuleciu nieodłącznym składnikiem wszelkiej liryki"8 . O tym, jak bardzo aktualny był to problem jeszcze w połowie XX wieku, świadczą liczne notatki w Dziennikach. 13 marca 1962 roku zapisał Jastrun:

Poezja nie ma łatwego życia w Polsce; ma życie spóźnione, w tym sensie, że odbierana jest prawie zawsze po czasie. Ten rodzaj poezji, który znajduje szybko odbiorców, sentymentalny - między piosenką a "dumą" patriotyczną (także Broniewski jest kontynuatorem Dum Niemcewicza) - nie świadczy bynajmniej o wrażliwości na słowo poetyckie. Mam niemałe doświadczenie w tym zakresie. Wiem, co podoba się publiczności, a z jaką obojętnością przyjmuje nieco trudniejszą poezję. Także krytyka.9

Trudno oprzeć się wrażeniu, że pisząc o poezji sentymentalnej, Jastrun ma na myśli wszelką poetycką łatwiznę, piosenkowość, efekciarstwo, które tak wówczas, jak i dziś szybko zdobywają przychylność niewyrobionych literacko czytelników i recenzentów pism przygodnie zajmujących się literaturą. Źródłem odwrócenia się poezji od sentymentalizmu jest, jak się wydaje, nie tyle absolutyzacja nowoczesności, którą w duchu Jastruna możemy śmiało zakwalifikować do mitów współczesności, ile odmienność sytuacji w jakich przyszło żyć człowiekowi. Przyspieszony postęp cywilizacyjny, techniczny i technologiczny, dotyczący przynajmniej tej części świata, w której żyjemy, nie przekłada się w bezpośredni sposób na postęp w sztuce. Jakże "mylne wzruszenia" muszą targać duszą współczesnego wierszopisa, który tworząc "esemesowe" erotyki, posługuje się przy tym dziewiętnastowieczną kalką wyrażania intymnych uczuć. Bo też nowość narzędzi komunikacji nie skutkuje nowością myśli i uczuć. Serce poezji - jak zawsze - bije w tym, co jeszcze nie rozeznane. Misterium poezji spełnia się w pojedynczym błysku, zaś powtarzane i wystawiane w dziesiątkach teatrzyków na całym świecie - umiera. Ciało poezji karmi się atomami rzeczywistości, ale jej duch nie jest z tego świata. Poezja jest łaską. Łaską dotknięcia i doświadczenia, łaską rozeznania i poznania. I być może przede wszystkim - łaską doświadczenia Piękna. A że często jest to piękno trudne? Cóż, my też często bywamy trudnymi ludźmi, którzy stojąc na głowie, usiłują sami siebie przekonać, że to najodpowiedniejsza pozycja.

W każdym razie poezja dążąc do "uchwycenia spraw i treści jeszcze niejasnych, jeszcze nie przebudzonych" 10, jak pisze Jastrun, jednocześnie poszukuje najwłaściwszej formy do ich przekazania, a jeżeli jej nie znajduje, to musi ją wymyślić, stworzyć nową jakość. Stąd wielość dwudziestowiecznych szkół i kierunków, artystycznych ugrupowań i awangard, z których każda usiłowała dotrzeć do universum poezji. I - dodajmy - każda przy pomocy nowych, albo przynajmniej nieco odmiennych środków wyrazu. "Właśnie zrywanie mostów, gwałtowne skróty, wyrzutnie - uczyniły nową poezję trudno dostępną dla nieprzygotowanego odbiorcy." 11, a proces ten pogłębili jeszcze nadrealiści i symboliści penetrujący głębie ludzkiej świadomości czy podświadomości.

Pisze zatem Jastrun o samotności poezji, jak o stanie wynikającym z pogłębiającej się przepaści pomiędzy wierszem jako samoistnym bytem i czytelnikiem jako podmiotem poznającym. Ciekawe, że zaledwie dziesięć lat później przyczynę owego rozziewu będzie upatrywać w jednostronnym kształtowaniu wrażliwości i w niszczeniu wyobraźni przez zalew ruchomych obrazów, co puentuje: "Wszystko to zmierza także do zamordowania języka znaków słownych. W tych warunkach sytuacja poezji staje się szczególnie trudna, jeśli nie absurdalna"12. Kolejnych trzydzieści lat później słowa te już niczego nie odkrywają, dyktat kultury obrazkowej stał się faktem.

A co można do nich dodać? Chociażby to, że coraz bardziej marginalizuje się rola poezji w Polsce. Poezja wchodząc we flirt z mediami, głównie zaś z telewizją, nie stała się przez to powszechnie znana i ceniona, natomiast utraciła resztę swojej tajemniczości i niezwykłości, będącej poromantyczną schedą. Zwłaszcza młodzi poeci, którzy pozazdrościli sławy i pieniędzy telewizyjnym idolom, korzystając z ogólnego zamieszania, skwapliwie włączyli się w nurt popkultury, w przekonaniu, że dobra jest każda forma umożliwiająca "szczerość przekazu" 13 . Przyniosło im to sławę wątpliwą, a i pieniądze zapewne nie takie, jakich się spodziewali. Być może sukces komercyjny nie jest możliwy dlatego, że to poeci szukają kontaktu z mediami, a nie na odwrót. Trudno się dziwić, bo atrakcyjność poety prezentowanego na szklanym ekranie jest dyskusyjna i raczej nie zwiększa oglądalności (przy czym kryterium "oglądalności" należy tutaj traktować jako mit telewizji publicznej).

Dla marginalizacji roli poezji i miejsca poetów w życiu społecznym niemniej istotne jest to, że poeci przestali być potrzebni politykom. Podobno rozsierdzony sekretarz Władysław Gomułka w 1959 r. krzyczał ze zjazdowej trybuny - co M. Jastrun skrzętnie odnotował w swoim Dzienniku - "że jeśli Ťpisarze nie chcą pisać, tak jak trzebať, to niech zmienią zawód"14 . W dzikim tym wystąpieniu pogarda dla artystów łączyła się przecież z potwierdzeniem ich istotnego miejsca w społeczeństwie i to w czasach połajanek sowieckich ambasadorów i szalejącej cenzury, uprzedzającej kapryśne humory partyjnych dygnitarzy. Dzisiaj sytuacja taka wydaje się już niemożliwa, i to bynajmniej nie tylko dlatego, że socjalizm jako forma ustrojowa przeszedł do historii, że przywódcy nowych partii są mniej obcesowi, bo zdarzają się równie chamscy, i że poprawność polityczna zamyka im usta. Rzecz w tym, że ani los poetów, ani ich społeczny status, ani wreszcie ich poglądy nie bardzo polityków obchodzą. Los poetów jest ich prywatną sprawą, społeczny status jest żaden, a poglądy, nawet jeśli je mają, są społecznie nieistotne. Poza nielicznymi wyjątkami, na tyle rozsądnymi, żeby ograniczyć się do ostrożnej moralistyki, nie ma już wypowiadających się publicznie poetów-autorytetów, w tej niewdzięcznej roli zastąpili ich maklerzy giełdowi, doradcy gospodarczy i seksuolodzy.

Oczywiście, zarówno symptomów jak i przyczyn marginalizacji poezji jest znacznie więcej. Być może zresztą nie ma czego żałować. Być może jest po prostu bardziej normalnie. Jedno jest pewne, poeta na marginesie, pozbawiony aury tajemniczości a może nawet tej odrobiny szlachetnego cierpiętnictwa, którym świeciła jego samotność, nie czuje się dobrze, i mimo że - jak pisze Jastrun - "Samotność należy do istoty poezji, w marszu i zespołach rodzić się mogą tylko pieśni, piosenki, slogany. Nie ma prawdziwych poetów niesamotnych"15 , to jednak nie o taką samotność mu chodzi. Tamta samotność była tyglem, w którym wypalały się wiekopomne działa, zanim trafiły do rąk oczekujących na nie czytelników (co piszę z oczywistą przesadą i nadzieją na poczucie humoru odbiorców tego tekstu); dzisiejsza, zdaje się być samotnością żebrzącą o czyjąś uwagę. Samotność poetów początku dwudziestego pierwszego wieku też jest tyglem, ale spala się w nim próżność poety. Różnica między tymi dwoma stanami jest taka, jak pomiędzy samotnością poety, a samotnością człowieka piszącego wiersze. Ta pierwsza jest samotnością roli, druga - egzystencji. Czy nie o takim właśnie stanie przerażającego, kosmicznego wręcz opuszczenia pisał poeta w wierszu pt. Dziecko?

(...)
A przecież wiem że nie ma innego świata
A który mógłby istnieć na innej planecie
Byłby nie lepszy niż człowiek-świat skazany
Na ciągłe samostwarzanie się i odstwarzanie
(...)
wyszydzony przez nikczemną trwałość kości
obnażonych do straszliwego osamotnienia 16

Jastrun doskonale zdawał sobie sprawę z naszkicowanego wyżej podziału i z jego dramatyzmu, czemu dawał wyraz również w swoim Dzienniku:

Człowiek nie może istnieć sam - zapisał w sierpniu 1961 r. - z poczuciem absolutnej samotności, musi być we władzy czyjejś - we władzy sztuki, miłości, Boga, wszystko jedno. Zdany na siebie umiera.17

Przekonanie to jest zadziwiająco bliskie refleksjom Ericha Fromma zawartym w rozprawie O sztuce miłości z 1956 roku. Pełna świadomość samotności i bezbronności człowieka w świecie musiałaby go doprowadzić do obłędu lub zagłady. Stąd najgłębszą potrzebą człowieka jest przezwyciężenie samotności. W przypadku poety będzie to zespolenie się z tworzywem reprezentującym istniejący poza nim świat. Nazwijmy ten stan "uwierzeniem poezji". Będzie to samotność nie-zupełnie-samotna, raczej oddalenie od gwaru świata, pozwalające tym pełniej wchłaniać i przepuszczać przez filtr wyobraźni i wrażliwości płynące zeń wrażenia.

Zakończę to rozważanie powtórnym przywołaniem "proroctwa" M. Jastruna: "Sadzę, że samotność poezji będzie się z biegiem lat pogłębiała, lecz nie należy przewidywać jej zgonu". Dwa lata po wydaniu zbioru esejów pt. Między słowem a milczeniem, w Dzienniku pojawiła się następująca notatka:

Zastanawiam się, kiedy przyjdzie czas, gdy pewne moje wiersze (np. ze "Strumienia i milczenia") staną się dostępne dla większej ilości czytelników. I nie tylko te wiersze. Zastanawiam się, choć może nie ma to żadnego sensu, bo w czasie gdy mogłyby wejść do czyjejś wrażliwości, poezja nie będzie się liczyła, nawet w tej mierze co dzisiaj. 18

I tak się właśnie stało. W czasach kiedy renesans poezji M. Jastruna wydaje się być możliwy, kiedy wiersze z tomów Błysk obrazu (1975), Scena obrotowa (1977) czy Punkty świecące (1980) otwierają przed uważnym czytelnikiem swoje niepokojące głębie, poezja - mówiąc językiem Jastruna - dla masowego odbiorcy kultury przestała się liczyć. Stała się wąską specjalizacją. Ale - dodam - jakże obiecującą, królewską drogą.

przypisy:

1Mieczysław Jastrun, Samotność poezji, w: Między słowem a milczeniem, PIW, Warszawa 1960
2Ten i następne cytaty z Samotności poezji za wydaniem: Eseje wybrane, Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1971, s. 52 [dalej Samotność poezji oznaczam jako SP]
3Autor powołuje się na artykuł pt. Rilke i samotność poezji, "Topos" 6 (67) 2002, s. 5
4SP, s. 50
5SP, s. 46
6Mieczysław Jastrun, Dziennik 1955-1981, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002, s. 282 [dalej Dzienniki oznaczam jako Dz]
7Rzecz dla mnie, jako poety, najważniejsza to tytuł wieloletniego cyklu wypowiedzi nieregularnie zamieszczanych na łamach "Toposu".
8SP, s. 47
9Dz, s. 343
10SP, s. 48
11j.w.
12Mieczysław Jastrun, Przestrzeń i czas poezji, w: Walka o słowo, Czytelnik, Warszawa 1973, s. 66
13por. „(...) nie jestem ani za popkulturą, ani za poezją. Jestem za szczerością przekazu, i jeżeli jest forma, w której można się wyrazić, to się z tego korzysta”, w: Nie wierzę we wrażliwego odbiorcę. Z Marcinem Świetlickim rozmawia Tadeusz Dąbrowski, "Topos" 1-3/2003, s. 96
14Dz, s. 185
15SP, s. 49
16z wiersza Dziecko, z tomu: Mieczysław Jastrun, Błysk obrazu, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975, s. 43
17Dz, s. 311
18Dz, s. 343

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Projekt i realizacja: 1.2.1 STUDIO REKLAMOWE